I ACa 542/23WyrokSąd Apelacyjny w Gdańsku

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku

Zobacz w SAOS
kredyt
Jedno kliknięcie tworzy streszczenie, stan faktyczny, rozstrzygnięcie i argumentację tego orzeczenia (bezpłatnie, obowiązują dzienne limity).

Treść orzeczenia

Sygn. akt I ACa 542/23

Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej

Dnia 24 lipca 2025 r.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku I Wydział Cywilny

w składzie:

Przewodniczący: SSA Marek Machnij

Protokolant: stażysta Joanna Skrodzka

po rozpoznaniu w dniu 24 lipca 2025 r. w Gdańsku na rozprawie sprawy z powództwa I. X. przeciwko (...) Spółce Akcyjnej w L. o ustalenie i zapłatę, ewentualnie o zapłatę wskutek apelacji pozwanej od wyroku Sądu Okręgowego w Toruniu z dnia 29 grudnia 2022 r. sygn. akt I C 1128/21

1) prostuje oznaczenie przedmiotu sporu w sentencji zaskarżonego wyroku przez dodanie po słowie „zapłatę” przecinka i brakujących słów „ewentualnie o zapłatę”,

2) zmienia zaskarżony wyrok w punkcie 2 (drugim) w ten sposób, że w miejsce zasądzonej w nim kwoty 87.445,38 zł (osiemdziesiąt siedem tysięcy czterysta czterdzieści pięć złotych i trzydzieści osiem groszy) wraz z odsetkami zasądza od pozwanej (...) Kasy (...) Banku (...) Spółki Akcyjnej w L. na rzecz powoda I. X. kwotę 6.532,25 zł (sześć tysięcy pięćset trzydzieści dwa złote i dwadzieścia pięć groszy) z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 25 marca 2023 r. do dnia zapłaty, oddalając powództwo o zapłatę w pozostałym zakresie,

3) oddala apelację w pozostałej części,

4) zasądza od pozwanej na rzecz powoda kwotę 8.100 zł (osiem tysięcy sto złotych) tytułem zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się orzeczenia o tych kosztach do dnia zapłaty.

Na oryginale właściwy podpis.

Uzasadnienie

Powód I. X. wniósł o zasądzenie od pozwanej (...) Kasy (...) Banku (...) Spółki Akcyjnej w L. kwoty 87.445,38 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 18 lutego 2021 r. do dnia zapłaty tytułem zwrotu nienależnych świadczeń spełnionych na rzecz pozwanej w okresie od dnia 15 czerwca 2011 r. do dnia 16 listopada 2020 r. na podstawie umowy kredytu denominowanego do (...) hipoteczny nr (...) z dnia 10 października 2007 r. oraz ustalenia nieistnienia między stronami stosunku prawnego, wynikającego z tej umowy, ewentualnie zasądzenia od pozwanego kwoty 38.414,13 zł z odsetkami ustawowymi od dnia 18 lutego 2021 r. tytułem zwrotu świadczeń nadpłaconych na podstawie tej umowy w powyższym okresie. Powód twierdził, że w/w umowa zawiera postanowienia niedozwolone, które są niewiążące wobec niego, co skutkuje jej nieważnością w całości. Ponadto powołał się na jej sprzeczność z przepisami prawa, w szczególności art. 69 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (t. jedn. Dz. U. z 2024 r., poz. 1646 z późn. zm., powoływanej dalej jako „pr. bank.”) i art. 353 1 k.c. oraz zasadami współżycia społecznego.

Pozwany bank wniósł o oddalenie powództwa, kwestionując je co do zasady i co do wysokości. Pozwany zaprzeczył, aby zawarta między stronami umowa kredytu była sprzeczna z przepisami ustawy lub zasadami współżycia społecznego albo zawierała jakiekolwiek postanowienia abuzywne, twierdząc, że dotyczyła ona kredytu walutowego, natomiast mechanizm denominacji odnosił się tylko do sposobu jej wykonania. Ponadto zakwestionował istnienie po stronie powoda interesu prawnego w domaganiu się ustalenia nieważności umowy oraz podniósł zarzut przedawnienia roszczenia o zapłatę.

Sąd Okręgowy w Toruniu wyrokiem z dnia 29 grudnia 2022 r. ustalił, że nie istnieje między stronami stosunek prawny, wynikający z umowy kredytu mieszkaniowego (...) B. hipoteczny nr (...) z dnia 10 października 2007 r., zasądził od pozwanego na rzecz powoda kwotę 87.554,38 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 18 lutego 2021 r. do dnia zapłaty i zasądził od pozwanego na rzecz powoda kwotę 11.817 zł tytułem zwrotu kosztów procesu z odsetkami ustawowymi za opóźnienie.

W uzasadnieniu wyroku Sąd Okręgowy przedstawił szczegółowe ustalenia faktyczne, dotyczące okoliczności, w jakich w dniu 10 października 2007 r. doszło do zawarcia przez powoda z pozwanym bankiem umowy kredytu denominowanego do CHF L. hipoteczny nr (...), przeznaczonego na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych powoda i jej treści (w szczególności postanowień, dotyczących zasad denominacji świadczeń stron za pomocą kursów CHF) oraz sposobu jej wykonania przez strony, w tym wypłaty kwoty kredytu przez bank w walucie polskiej i spłaty rat kapitałowo – odsetkowych przez kredytobiorcę również w walucie polskiej oraz wysokości spłat dokonanych przez niego na rzecz pozwanego banku.

Sąd pierwszej instancji wyjaśnił następnie, na podstawie jakich dowodów ustalił powyższe okoliczności i w jaki sposób dokonał oceny zebranego w sprawie materiału dowodowego oraz z jakich przyczyn oddalił wniosek o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego.

Oceniając zasadność powództwa, Sąd Okręgowy w pierwszej kolejności wskazał, że wbrew pozwanemu powód ma interes prawny w dochodzeniu roszczenia o ustalenie nieistnienia między stronami stosunku prawnego, wynikającego z przedmiotowej umowy. W pozostałym zakresie Sąd ten na podstawie przeprowadzonych rozważań prawnych doszedł do wniosku, że powództwo zasługiwało na uwzględnienie z uwagi na to, że pozwany zamieścił w tej umowie niedozwolone postanowienia umowne, dotyczące denominacji, które odnosiły się do głównych świadczeń stron, co po ich wyeliminowaniu z umowy prowadziło do jej nieważności w całości, ponieważ nie można było ich zastąpić w inny sposób. W ślad za tym uznał za zasadne również roszczenie o zwrot dochodzonych kwot z odsetkami ustawowymi za opóźnienie z tytułu zwrotu świadczenia nienależnego, nieuwzględniając jednocześnie podniesionego przez pozwanego zarzutu przedawnienia tego roszczenia.

Powyższy wyrok został zaskarżony w całości apelacją przez pozwany bank w oparciu o zarzuty:

I. w zakresie podstawy faktycznej rozstrzygnięcia przez ustalenie niezgodnie z prawdziwym stanem rzeczy, że:

1) powód, mimo obowiązujących procedur, nie został poinformowany o mechanizmie ustalania przez bank kursu CHF oraz możliwości wzrostu tego kursu i związanym z tym ryzykiem wzrostu zadłużenia w złotych polskich,

2) kwestionowane postanowienia umowne nie były sformułowane w sposób jednoznaczny,

3) pozwany dysponował całkowitą swobodą w zakresie ustalania kursu waluty i mógł dowolnie ustalać wysokość rat, w sytuacji gdy wartość waluty szwajcarskiej nie jest stała, ale podlega zmianom i wahaniom niezależnym od pozwanego, a stosowany przez niego kurs odzwierciedlał sytuację rynkową, a tym samym musiał uwzględniać wskaźniki rynkowe niezależne od banku,

4) umowa pozwala jednej ze stron (bankowi) kształtować wielkość zobowiązania drugiej strony,

5) powód nie miał możliwości negocjowania warunków umowy kredytu, gdyż podpisana przez niego umowa stanowiła opracowany przez bank wzorzec umowny, w sytuacji gdy zawierane przez bank umowy kredytu pozostawiały klientom (w tym kredytobiorcom) już na etapie ich zawierania pełną swobodę w zakresie wyboru formuły spłaty i spłaty kredytu, w tym także rachunku, na który miała nastąpić wypłata kredytu oraz rachunku, z którego miało być spłacane zobowiązanie, a ponadto kredytobiorcy byli uprawnieni do negocjowania kursu waluty CHF,

6) kwestionowane postanowienia umowne są sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco naruszają interesy konsumentów,

7) sporna umowa zawiera klauzule abuzywne,

8) nie istnieją przepisy dyspozytywne, pozwalające na zastąpienie spornej klauzuli umownej w przypadku stwierdzenia jej abuzywności,

II. naruszenia przepisów postępowania, które miało wpływ na wynik sprawy:

1) art. 235 2 § 1 pkt 2 i 3 k.p.c. w zw. z art. 278 § 1 k.p.c. i art. 227 k.p.c. przez pominięcie, jako nieistotnego dla rozstrzygnięcia i nieprzydatnego dla rozstrzygnięcia sprawy, zgłoszonego w odpowiedzi na pozew wniosku dowodowego o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego sądowego z dziedziny ekonomii ze specjalnością w zakresie bankowości, przez co Sąd pierwszej instancji uniemożliwił wszechstronne ustalenie okoliczności sprawy przy uwzględnieniu posiadanych przez biegłego wiadomości specjalnych niezbędnych do należytego rozpatrzenia i rozstrzygnięcia sprawy z uwzględnieniem zasady prawdy materialnej,

2) art. 278 § 1 k.p.c. w zw. z art. 233 § 1 k.p.c. przez dokonanie przez Sąd samodzielnych ustaleń w zakresie wymagającym wiadomości specjalnych, tj. w zakresie stwierdzenia, że sposób określania kursów stosowany przez bank dla poszczególnych transakcji w świetle umowy jest niczym nieograniczony, a kryteria rynkowe i potencjalny wpływ nadzoru finansowego nie stanowią wystarczającej granicy, mimo że tego rodzaju ustalenia wymagają wiedzy specjalistycznej z zakresu ekonomii i wiedzy na temat zasad mechanizmu funkcjonowania rynku walutowego, więc ustalenia sądu w tym zakresie są całkowicie dowolne,

III. naruszenia przepisów prawa materialnego:

1) art. 189 k.p.c. przez przyjęcie, że powód ma interes prawny w żądaniu ustalenia nieważności umowy,

2) art. 385 1 § 1 k.c. w zw. z art. 58 § 1 k.c. oraz art. 3 i art. 4 ust. 2 Dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (powoływanej dalej jako „Dyrektywa 93/13”) przez ich błędną wykładnię, polegającą na przyjęciu, że kwestionowane postanowienia umowne są abuzywne, w sytuacji gdy zostały sformułowane jasnym, zrozumiałym językiem, a tym samym nie podlegają ocenie z punktu widzenia abuzywności; niezależnie od tego ich jednoznaczność powinna być badana z uwzględnieniem przesłanki dobrej wiary, co zostało pominięte przez Sąd,

3) art. 385 1 § 1 k.c. w zw. z art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 Dyrektywy Rady 93/13 przez ich błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie wskutek przyjęcia, że postanowienia umowne, odsyłające do tabel kursowych banku, kwalifikują się jako niedozwolone postanowienia umowne w rozumieniu art. 385 1 § 1 k.c., w sytuacji gdy nie kształtują praw i obowiązków powoda w sposób sprzeczny z dobry-mi obyczajami i nie naruszają rażąco jego interesów, w związku z czym nie mogły zostać uznane za niedozwolone postanowienia umowne,

4) art. 385 1 § 1 k.c. w zw. z art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 Dyrektywy Rady 93/13 przez ich niezastosowanie, skutkujące zaniechaniem przez Sąd realizacji spoczywającego na nim obowiązku kontroli, czy stwierdzenie nieważności umowy jest nie-korzystne dla konsumenta, co uzasadniałoby uzupełnienie luk w umowie przez zastosowanie przepisu dyspozytywnego,

5) art. 385 1 § 2 k.c. przez jego niezastosowanie, co skutkowało błędnym uznaniem, że na skutek kontroli abuzywności umowy należy uznać ją za nieważną w całości, mimo że w przypadku ewentualnego usunięcia z jej treści klauzul uznanych za abuzywne:

a) w dalszym ciągu posiadałaby wszystkie elementy niezbędne dla odtworzenia treści głównych zobowiązań stron, a jedyna luka dotyczyłaby sposobu wykonania zobowiązania,

b) możliwe jest utrzymanie jej w mocy w pozostałym zakresie przez zastosowanie w miejsce pominiętego postanowienia umownego innego pozostające-go w mocy postanowienia umownego lub powszechnie obowiązującego przepisu prawa,

c) możliwość jej wykonywania istnieje na gruncie art. 69 ust. 3 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (t. jedn. Dz. U. z 2024 r., poz. 1646 z późn. zm., powoływanej dalej jako „pr. bank.”) w obecnym brzmieniu oraz art. 358 § 2 k.c., ponieważ kredytobiorca ma możliwość spełnienia świadczenia bezpośrednio w walucie CHF (na mocy art. 69 ust. 3 pr. bank.), nie tracąc przy tym uprawnienia do spłaty w walucie PLN (na mocy art. 358 k.c.), a w konsekwencji umowa może być wykonywana przez spełnienie zobowiązania w walucie obcej lub w walucie polskiej,

d) w przypadku przyjęcia za abuzywne postanowień, dotyczących kursu wymiany walut, możliwe jest, wobec regulacji art. 358 § 2 k.c., art. 783 k.p.c. w brzmieniu na dzień zawarcia umowy kredytu, art. 8 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. Prawo dewizowe w brzmieniu obowiązującym na dzień zawarcia umowy oraz art. 24 ust. 3 ustawy o Narodowym Banku Polskim, zastosowanie średniego kursu NBP jako przelicznika waluty obcej,

e) art. 385 1 § 2 k.c. ustanawia w sytuacji określonej w art. 385 1 k.c. zasadę zachowania mocy wiążącej umowy,

6) art. 385 1 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 358 § 2 k.c. (według stanu prawnego z dnia 24 stycznia 2009 r.), art. 3 k.c. i art. 6 ust. 1 Dyrektywy 93/13 przez ich błędną wykładnię i stwierdzenie nieważności umowy kredytu, w sytuacji gdy Sąd Okręgowy pominął, że umowa ta w dacie jej zawarcia w pełni zaspokajała potrzeby powoda i była dla niego najkorzystniejsza, a stosując sankcję nieważności Sąd naruszył zasady proporcjonalności, pewności obrotu oraz utrzymania umowy w mocy, które są jednymi z podstawowych zasad prawa cywilnego,

7) art. 69 ust. 3 pr. bank. przez jego niezastosowanie w sytuacji stwierdzenia przez Sąd abuzywności klauzuli przeliczeniowej,

8) art. 24 w zw. z art. 32 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o Narodowym Banku Polskim, względnie art. 41 ustawy z dnia 28 kwietnia 1936 r. Prawo wekslowe przez ich niezastosowanie w sytuacji, gdy wobec przyjęcia bezskuteczności postanowień o tabeli kursowej banku, powinny znaleźć zasady przeliczania określone przez Narodowy Bank Polski, jako podmiotu uprawnionego na podstawie ustawy do organizowania rozliczeń pieniężnych wynikających z konieczności ustalenia kursu złotego w stosunku do walut obcych,

9) art. 405 k.c. w zw. z art. 410 § 1 i 2 k.c. przez niewłaściwe zastosowanie i pominięcie, że powód do chwili obecnej nie zwrócił bankowi całej kwoty udostępnionego kapitału, co powinno prowadzić do wniosku o braku podstaw do uznania go za zubożonego w jakimkolwiek zakresie,

10) art. 409 k.c. przez jego niezastosowanie, w sytuacji gdy pozwany zużył już środki uiszczone przez powoda,

11) art. 411 pkt 1 k.c. przez jego niezastosowanie, w sytuacji gdy powód świadomie i dobrowolnie spełniał świadczenia na rzecz banku,

12) art. 411 pkt 2 k.c. przez jego niezastosowanie, co doprowadziło do uwzględnienia powództwa o zapłatę, w sytuacji gdy spełnienie świadczenia przez powoda czyniło zadość zasadom współżycia społecznego,

13) art. 411 pkt 4 k.c. przez jego niezastosowanie, co doprowadziło do uwzględnienia powództwa o zapłatę, w sytuacji gdy powód, spłacając kolejne raty kapitałowo – odsetkowe, świadczył z zamiarem spłaty zadłużenia, które to świadczenia na rzecz banku na skutek stwierdzenia nieważności umowy kredytu trzeba uznać za należne na innej podstawie prawnej (art. 410 k.c.),

14) art. 118 k.c. w zw. z art. 120 k.c. przez ich niewłaściwe zastosowanie wskutek braku uznania, że roszczenie powoda nie uległo przedawnieniu, podczas gdy zastosowanie powinien mieć termin co najwyżej trzyletni,

15) art. 118 k.c. w zw. z art. 120 k.c. przez ich błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie wskutek uznania, że roszczenie powoda nie uległo przedawnieniu mimo niedokonania ustaleń co do terminu, w jakim zakwestionował on skuteczność i ważność umowy oraz kiedy mógł uczynić to najwcześniej, a zatem daty miarodajnej dla ustalenia terminu rozpoczęcia się jego roszczenia,

16) art. 385 1 § 1 i 2 k.c. – w przypadku niepodzielenia zarzutów co do braku podstaw do stwierdzenia abuzywności całej klauzuli denominacyjnej zawartej w przedmiotowej umowie – przez uznanie za abuzywne całości postanowień umownych tej klauzuli w sytuacji, gdy okoliczności przemawiające w ocenie Sądu za abuzywnością odnoszą się jedynie do elementu konstrukcyjnego tej klauzuli w postaci postanowień regulujących wyłącznie sposób przeliczania, tj. zastosowanie konkretnych kursów walut według tabeli banku (klauzuli spreadu walutowego), mającego charakter posiłkowy przy jednoczesnym braku abuzywności klauzuli denominacyjnej w pozostałym zakresie, co skutkowało błędnym uznaniem, że umowa po usunięciu z niej postanowień abuzywnych nie może zostać utrzymana w mocy wobec wyeliminowania postanowień określających główne świadczenia stron umowy, mimo że postanowieniem takim jest sama klauzula denominacyjna, nie zaś klauzula spreadu walutowego, a tym samym nawet w przypadku przyjęcia abuzywności klauzuli spreadu walutowego umowa nie zostanie postawiona postanowień określających główne świadczenia stron,

17) art. 455 k.c. w zw. z art. 481 k.c. przez ich niewłaściwe zastosowanie i uwzględnienie roszczenia odsetkowego, w sytuacji gdy zobowiązania obu stron do zwrotu świadczeń powstają i stają się wymagalne dopiero z momentem prawomocnego wyroku stwierdzającego nieważność umowy/względnie daty podjęcia przez stronę powodową wiążącej decyzji w przedmiocie ewentualnego sanowania niedozwolonych klauzul i co do zaakceptowania konsekwencji całkowitej nieważności umowy kredytu (uchwała Sądu Najwyższego III CZP 6/21 z dnia 7 maja 2021 r.).

Na tych podstawach pozwany wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku przez oddalenie powództwa w całości i zasądzenie od powoda na jego rzecz kosztów procesu za obie instancje, ewentualnie o uchylenie wyroku w całości i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania oraz rozstrzygnięcia o kosztach postępowania apelacyjnego. Ponadto na podstawie art. 380 k.p.c. wniósł o rozpoznanie i zmianę postanowienia Sądu pierwszej instancji o pominięciu dowodu z opinii biegłego sądowego oraz o przeprowadzenie tego dowodu w postępowaniu apelacyjnym.

Powód wniósł o oddalenie apelacji i zasądzenie na jego rzecz kosztów postępowania apelacyjnego według norm przepisanych.

W piśmie procesowym z dnia 6 kwietnia 2023 r. pozwany zgłosił zarzut zatrzymania zasądzonej na rzecz powoda kwoty do czasu zaofiarowania przez niego zwrotu na jego rzecz kwoty 161.210,90 zł z tytułu równowartości udostępnionego mu kapitału kredytu (k. 293 i nast.).

Sąd Apelacyjny zważył, co następuje

Apelacja podlegała częściowemu uwzględnieniu, jednak nie wynikało to z zasadności podniesionych w niej zarzutów, lecz z nowej okoliczności, zaistniałej po wydaniu zaskarżonego wyroku, w postaci złożenia przez powoda skutecznego oświadczenia materialnoprawnego o potrąceniu wierzytelności przysługujących stronom nawzajem w stosunku do siebie.

Biorąc pod uwagę, że skuteczność powyższego oświadczenia zależy od oceny ważności przedmiotowej umowy i w konsekwencji istnienia lub nieistnienia roszczeń kondykcyjnych obu stron o zwrot spełnionych na jej podstawie świadczeń, w pierwszej kolejności wskazać należy, że Sąd Apelacyjny, mimo sformułowanych w apelacji zarzutów, nie znalazł podstaw do zakwestionowania prawidłowości ustaleń faktycznych, dokonanych przez Sąd pierwszej instancji, a także wyprowadzonych z nich wniosków prawnych. Zważyć trzeba, że Sąd Apelacyjny, jako sąd merytorycznie rozpoznający sprawę, zapoznał się zgodnie z art. 382 k.p.c. z całością zebranego w sprawie materiału dowodowego i w rezultacie doszedł do przekonania, że w zakresie istotnym dla rozstrzygnięcia może – stosownie do art. 387 § 2 1 pkt 1 k.p.c. – aprobować i przyjąć za własne ustalenia faktyczne, które zostały dokonane przez Sąd pierwszej instancji. Są one wprawdzie kwestionowane przez skarżącego, ale w ocenie Sądu Apelacyjnego odpowiadają treści zebranego materiału dowodowego, a ocena tego materiału jest zgodna z zasadami wynikającymi z art. 233 § 1 k.p.c. i jednocześnie jest w pełni zbieżna z własną oceną dokonaną przez sąd odwoławczy.

Na akceptację zasługują także wnioski prawne, wyprowadzone przez Sąd pierwszej instancji z tych ustaleń, zwłaszcza co do istnienia podstaw do uznania całej umowy kredytu za nieważną z powodu niedozwolonego charakteru jej postanowień, dotyczących sposobu ukształtowania mechanizmu przeliczania świadczeń stron za pomocą kursów CHF, który w przypadku powyższej umowy przybrał formę tzw. denominacji (pozwany wprost przyznał w odpowiedzi na pozew, że był to kredyt denominowany w walucie obcej – zob. k. 61, chociaż jednocześnie kwestionował, że był to kredyt złotowy a nie walutowy), a w ślad za tym zasadności roszczenia powoda o zwrot uiszczonych na rzecz pozwanego na podstawie tej umowy kwot jako świadczeń nienależnych. Wskazać ponadto trzeba, że chociaż zarówno powyższe ustalenia faktyczne, jak i wnioski prawne Sądu pierwszej instancji, są przez pozwanego obszernie i pod różnym kątem kwestionowane, to podniesione przez niego zarzuty apelacyjne nie zdołały skutecznie podważyć prawidłowości zaskarżonego wyroku.

Przede wszystkim podkreślić trzeba, że Sąd Okręgowy szczegółowo i dokładnie opisał treść zawartej między stronami umowy kredytu, a także przedstawił okoliczności, w jakich doszło do jej zawarcia, w szczególności informacje, jakie zostały przekazane kredytobiorcom przez pozwanego i oświadczenia, jakie złożyli oni zgodnie z jego wymaganiami, od których zależało zawarcie tej umowy i dokonanie wypłaty kwoty kredytu. Abstrahując od odmiennej oceny tych okoliczności przez pozwanego, nie można więc mieć żadnych zastrzeżeń do prawidłowości opisu okoliczności faktycznych, przyjętego przez Sąd pierwszej instancji.

W tym kontekście wskazać należy, że konieczne jest odróżnienie dokonanych ustaleń faktycznych (opisu istotnych faktów) od ich oceny, czyli wyprowadzonych z nich wniosków. Ma to bardzo istotne znaczenie dla oceny zasadności zarzutów apelacyjnych pozwanego, dotyczących podstawy faktycznej zaskarżonego wyroku, ponieważ w gruncie rzeczy odnosiły się one nie tyle do treści dokonanych przez Sąd Okręgowy ustaleń, co do przyjętych na ich podstawie wniosków (przede wszystkim o niedozwolonym charakterze postanowień umownych, regulujących zasady denominacji świadczeń stron za pomocą kursu CHF, a w ślad za tym o nieważności całej umowy kredytu i obowiązku zwrotu przez pozwanego zapłaconych przez kredytobiorców na jego rzecz kwot jako świadczenia nienależnego).

Można więc uznać, że pozwanemu w rzeczywistości nie chodzi o treść ustaleń faktycznych, lecz o zakwestionowanie dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny zasadności żądania powoda. Mimo że formalnie podważa on zarówno prawidłowość zebrania materiału dowodowego, jak i jego oceny, to de facto jego zarzuty apelacyjne dotyczą przede wszystkim kwestii materialnoprawnych, z tym że ich podstawę stanowi próba przekonania, że należało przyjąć wnioski zgodne z jego stanowiskiem i twierdzeniami. Podkreślić przy tym można, że zakres materiału dowodowego, mającego istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia, w gruncie rzeczy nie był w tej sprawie zbyt obszerny, ponieważ obejmował w zasadzie jedynie dokumenty związane bezpośrednio z zawarciem i wykonaniem spornej umowy oraz zeznania świadków i powoda. W świetle apelacji zasadniczym problemem w niniejszej sprawie była zatem nie tyle ocena zebranego materiału dowodowego lub treść wynikających z nie-go okoliczności faktycznych, co kwestia możliwości ich interpretacji zgodnie ze stanowiskiem skarżącego.

Inaczej rzecz ujmując, pozwanemu chodzi o to, żeby ustalone fakty interpretować zgodnie z jego twierdzeniami i wyprowadzać z nich wnioski potwierdzające jego stanowisko, a tym samym podważające zasadność stanowiska powoda. Można więc uznać, że decydujące znaczenie w niniejszej sprawie ma analiza dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny twierdzeń i argumentów obu stron, oczywiście z uwzględnieniem tego, że podstawę tej oceny stanowiły ustalenia faktyczne, dokonane na podstawie całości zebranego materiału dowodowego. W tym kontekście zauważyć można, że właśnie w takim celu powoływał się w odpowiedzi na pozew na różne dokumenty, niezwiązane bezpośrednio z zawarciem przedmiotowej umowy, ponieważ zmierzał w ten sposób do wywołania wrażenia, że jego twierdzenia i argumenty mają charakter obiektywny i uzasadniony.

W tej sytuacji można ograniczyć się do stwierdzenia, że Sąd Apelacyjny generalnie aprobował i przyjął za własne ustalenia faktyczne Sądu Okręgowego, uznając, że są one zgodne z treścią zebranego materiału dowodowego i wystarczają do rozstrzygnięcia sprawy na obecnym etapie postępowania w zakresie objętym granicami apelacji. Podkreślić ponadto trzeba, że Sąd ten trafnie ocenił, że abuzywność postanowień o denominacji nie ogranicza się do kwestii jednostronnego ustalania przez pozwany bank kursów walut w swojej tabeli kursowej, lecz wynika z samego sposobu ukształtowania ryzyka, związanego ze zmiennością kursów CHF, ponieważ powoduje to rażące naruszenie interesów konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, gdyż prowadzi do znaczącej nierównowagi praw i obowiązków stron na niekorzyść konsumenta (k. 262).

W świetle powyższych uwag chybione były zarzuty naruszenia art. 227 k.p.c. w zw. z art. 278 § 1 k.p.c. oraz art. 235 2 § 1 pkt 2 k.p.c. i art. 233 § 1 k.p.c. przez oddalenie wniosku pozwanego o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego oraz przez wadliwą ocenę zebranego materiału dowodowego. Wobec tego nie było także podstaw do ich przeprowadzenia w toku postępowania apelacyjnego stosownie do art. 380 k.p.c.

Odnośnie do postulowanego przez skarżącego dowodu z opinii biegłego sądowego wyjaśnienia wymaga, że dla oceny abuzywności danego postanowienia umownego nie ma decydującego znaczenia sposób wykonania umowy, w szczególności to, czy i w jaki sposób jedna ze stron korzystała z tego postanowienia, a na wykazanie przede wszystkim takich okoliczności pozwany powoływał powyższy dowód. Wbrew stanowisku skarżącego, nie jest istotne, czy w trakcie wykonywania umowy stosował on kursy CHF w wysokości nieodbiegającej od kursu rynkowego lub średniego kursu NBP. Z punktu widzenia rozstrzygnięcia o żądaniach stron istotne jest bowiem jedynie to, czy sporne postanowienia umowne, oceniane na chwilę zawarcia umowy, stanowiły niedozwolone postanowienia umowne w rozumieniu art. 385 1 § 1 k.c., czyli kształtowało prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 czerwca 2021 r., I CSKP 55/21, LEX nr 3219740). W konsekwencji dowód z opinii biegłego na okoliczności wskazane przez skarżącego był nieprzydatny dla rozstrzygnięcia kwestii abuzywności przedmiotowych klauzul, ponieważ taka ocena powinna być dokonywana przez sąd orzekający na płaszczyźnie zastosowania norm prawa materialnego, natomiast dowód z opinii biegłego nie może służyć do rozstrzygnięcia takich kwestii.

Nieistotna była także możliwość przedstawienia przez biegłego ogólnych informacji lub uwag – które według pozwanego wymagają wiedzy specjalnej – na temat mechanizmu denominacji w umowach kredytu zawieranych przez pozwany bank w okresie, w jakim doszło do zawarcia w/w umowy. Tak samo nie mają decydującego znaczenia zeznania powołanych przez pozwanego świadków, ponieważ mimo że brali oni udział w zawarciu tej umowy, to z uwagi na upływ czasu i uczestniczenie w zawieraniu wielu podobnych umów z konsumentami, nie byli oni w stanie opisać okoliczności, w jakich doszło do jej zawarcia, lecz mogli przedstawić jedynie ogólne informacje na temat tego, jak zazwyczaj przebiegało zawarcie takich umów, ewentualnie jak powinno przebiegać ich zawarcie zgodnie z procedurami obowiązującymi wówczas w pozwanym banku.

Powyższe dowody nie dotyczyły zatem konkretnych okoliczności faktycznych, związanych z zawarciem przedmiotowej umowy, lecz zmierzały w istocie tylko do poparcia stanowiska procesowego pozwanego, który z powołaniem się na treść opinii biegłego i zeznań świadków chciał argumentować, że jego twierdzenia w ogóle nie mogą być kwestionowane, ponieważ są zgodne z tymi dowodami. Oznacza to, że treść tych dowodów na celu przede wszystkim poprawić i wzmocnić jego sytuację procesową przez próbę wywołania wrażenia, że jego stanowisko ma charakter obiektywny i prawdziwy, ograniczając w konsekwencji sądom orzekającym obu instancji możliwość odmiennej oceny prawnej przedmiotowej umowy.

Kwestionowanie oddalenia wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego było chybione także z uwagi – jak będzie wynikać z dalszych wywodów Sądu Apelacyjnego – na niezasadność twierdzeń pozwanego, że możliwe było dokonanie przeliczenia wartości świadczeń stron przy zastosowaniu średnich kursów CHF publikowanych przez NBP w miejsce kursów publikowanych w jego tabeli (w nawiązaniu do jego twierdzenia, że abuzywne mogą być co najwyżej tylko postanowienia dotyczące stosowania w mechanizmie kursów CHF ustalanych jednostronnie przez bank). Zbędne było zatem wyliczanie, jaka byłaby wartość świadczeń stron przy zastosowaniu średnich kursów NBP. Niezasadne było również ustalanie za pomocą opinii biegłego wartości świadczenia z tytułu nienależnego świadczenia, jakie mogłoby przysługiwać pozwanemu w związku z bezumownym korzystaniem przez kredytobiorcę z kapitału kredytu, ponieważ w świetle aktualnego orzecznictwa TSUE bank nie może domagać się od niego takiego świadczenia w przypadku nieważności umowy kredytu ze względu na zawarte w niej niedozwolone postanowienia umowne.

Konkludując, w ocenie Sądu Apelacyjnego, okoliczności, które zdaniem pozwanego zostały wadliwie ustalone lub ocenione albo które wynikałyby z opinii biegłego, w rzeczywistości nie uzasadniają podważenia prawidłowości zaskarżonego wyroku, ponieważ oparte są na subiektywnej i tendencyjnej interpretacji przez pozwanego zarówno okoliczności faktycznych, w jakich doszło do zawarcia spornej umowy, jak i jej oceny prawnej. W tym ujęciu zarzuty apelacyjne są wyłącznie polemiką ze stanowiskiem Sądu Okręgowego, który odmiennie od skarżącego ocenił charakter tej umowy i uznał zawarte w niej postanowienia o denominacji za abuzywne nie tylko w zakresie jednostronnego ustalania przez pozwanego kursów CHF (czyli co do tzw. ryzyka kursowego), ale także w zakresie, w jakim wartość świadczeń stron została powiązana z kursem waluty obcej w postaci CHF (co – dla odróżnienia od tego pierwszego ryzyka – określane jest przez orzekający skład Sądu Apelacyjnego jako ryzyko walutowe, aczkolwiek należy mieć na uwadze, że pojęcia „ryzyko kursowe” i „ryzyko walutowe” mają znaczenie konwencjonalne i bywają różnie rozumiane, a niekiedy nawet utożsamiane ze sobą, aczkolwiek zdaniem Sądu Apelacyjnego – niesłusznie).

Także zarzuty naruszenia art. 233 § 1 k.p.c., sprowadzające się do zarzucenia Sądowi pierwszej instancji dokonania wadliwych ustaleń sprzecznych z treścią materiału dowodowego, ściśle wiążą się z przyjętą przez skarżącego interpretacją ustalonych okoliczności faktycznych. W związku z tym ich zasadność jest uzależniona od oceny jego stanowiska i argumentacji, zwłaszcza odnośnie do okoliczności mogących świadczyć – po pierwsze – o indywidualnym uzgodnieniu przez niego z powodem treści spornych postanowień umownych, dotyczących denominacji kredytu i ustalania kursów waluty obcej stosowanej do jego denominacji, po drugie – o należytym pouczeniu przez niego powoda o mechanizmie denominacji i spoczywającym na nim ryzyku związanym ze zmiennością kursów waluty denominacji (jak wyżej wyjaśniono określanego w niniejszym uzasadnieniu przez Sąd Apelacyjny jako „ryzyko walutowe” w odróżnieniu od „ryzyka kursowego” związanego z jednostronnym ustalaniem kursu tej waluty przez pozwany bank) i – po trzecie – charakteru prawnego tej umowy (czy stanowiła ona kredyt walutowy, czy złotowy). Pozwanemu zależy bowiem na takiej interpretacji zebranego materiału, która pozwalałaby na przyjęcie ustaleń i wniosków zgodnych z jego twierdzeniami, ponieważ w ślad za tym uzasadniona byłaby taka ocena prawna żądania powoda, która odpowiadałaby jego oczekiwaniom.

W związku z tym przechodząc do kwestii prawnych, w pierwszej kolejności wskazać należy, że Sąd pierwszej instancji zasadnie decydujące znaczenie nadał abuzywnemu charakterowi postanowień umownych o denominacji, nie powtarzając stanowiska powoda, który dopatrywał się możliwości stwierdzenia nieważności przedmiotowej umowy zarówno z powodu sprzeczności jej postanowień z przepisami prawa (zwłaszcza art. 69 ust. 1 pr. bank. i art. 353 1 k.c.), jak i z powodu ich abuzywności. Wziąć bowiem trzeba pod uwagę, że ocena postanowień umownych pod kątem ich abuzywności jest celowa i dopuszczalna jedynie wtedy, gdy znajdują się w ważnej umowie. W konsekwencji bezwzględna nieważność umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. (z powodu sprzeczności jej treści z ustawą lub obejścia ustawy) albo na podstawie art. 58 § 2 k.c. (z powodu jej sprzeczności z zasadami współżycia społecznego), czy wreszcie z powodu przekroczenia granic swobody umów, o których mowa w art. 353 1 k.c., skutkowałaby tym, że nie miałoby już znaczenia, czy postanowienia umowne, zawarte w nieważnej umowie, mogłyby zostać uznane także za niedozwolone (abuzywne).

Niemniej wziąć trzeba pod uwagę, że przepisy krajowe (art. 385 1 k.c. i nast.) i unijne (Dyrektywa 93/13/EWG) kompleksowo regulują ochronę konsumentów przed skutkami wprowadzania przez przedsiębiorców (w tym banki) do umów postanowień naruszających ich prawa m. in. w taki sposób, jaki jest oceniany w niniejszej sprawie. W związku z tym regulacje te mają charakter przepisów szczególnych w stosunku do przepisów takich jak art. 58 k.c. lub art. 353 1 k.c., które ogólnie regulują zagadnienia związane z treścią umów, podczas gdy przepisy o niedozwolonych postanowieniach umownych dotyczą tylko specyficznego aspektu, odnoszącego się do treści umów zawieranych między przedsiębiorcami i konsumentami.

W konsekwencji zdaniem orzekającego w sprawie składu Sądu Apelacyjnego nie zasługuje na akceptację bardzo częsta w sprawach dotyczących tzw. kredytów frankowych tendencja do jednoczesnego przyjmowania (tak przez strony, jak i przez sądy orzekające) tych samych okoliczności i argumentów za podstawę stwierdzenia zarówno sprzeczności postanowień umownych o denominacji lub indeksacji kredytu kursem CHF z przepisami ustawy, zasadą swobody umów lub zasadami współżycia społecznego, powodującej nieważność umowy kredytu na podstawie art. 58 k.c., jak i do uznawania tych samych postanowień umownych praktycznie z tych samych przyczyn za abuzywne. Nie uwzględnia to istnienia przepisów szczególnych, które regulują ochronę konsumentów przed stosowaniem przez przedsiębiorców niedozwolonych postanowień umownych, wskutek czego nie ma potrzeby jednoczesnego stosowania do tych samych okoliczności i zagadnień przepisów ogólnych oraz szczególnych.

Zwrócić trzeba ponadto uwagę na to, że z art. 385 1 § 1 k.c. wynika, że niedozwolone postanowienia umowne nie wiążą konsumenta, co uznaje się na ogół za sankcję w postaci tzw. bezskuteczności zawieszonej, polegającej na tym, że jedynie konsument może w każdym czasie powołać się na abuzywność postanowień umownych, powodując – w razie zasadności swoich twierdzeń – ich nieważność od chwili zawarcia umowy (ab initio), czyli z mocą wsteczną (ex tunc). W konsekwencji nieważność tych postanowień nie następuje definitywnie ex lege, lecz do pewnego stopnia zależy od woli konsumenta, który może powołać się na ich abuzywność, wskutek czego stracą moc wiążącą i zostaną wyeliminowane z umowy (przy zachowaniu co do zasady ważności przez pozostałe postanowienia umowne).

Przyjmując zatem pogląd o pierwszeństwie przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych przed przepisami o charakterze ogólnym, konieczne jest dokonanie bardzo istotnego zastrzeżenia. O ile bowiem typową sankcją niedozwolonego charakteru postanowień umownych jest to, że – po powołaniu się przez konsumenta na ich abuzywność – nie wiążą stron jedynie te postanowienia przy jednoczesnym zachowaniu mocy wiążącej przez umowę w pozostałym zakresie (art. 385 1 § 2 k.c.), o tyle wziąć trzeba pod uwagę, że taki skutek może zostać przyjęty jedynie w takich przypadkach, w których po wyeliminowaniu z umowy postanowień abuzywnych nadal możliwe jest ustalenie, na podstawie pozostałych postanowień umownych, treści praw i obowiązków stron w stopniu pozwalającym na wykonanie wynikającego z niej zobowiązania zgodnie z jego treścią (istotą).

Nota bene, właśnie na taką możliwość powołuje się pozwany w zarzutach apelacyjnych, domagając się zastąpienia w mechanizmie denominacji kursów CHF, ustalanych przez niego w swojej tabeli, kursami średnimi ogłaszanymi przez NBP. W związku z tym wskazać należy, że taka możliwość nie chodzi w rachubę w przypadkach, w których niedozwolony charakter mają postanowienia umowne, określające główne świadczenia stron, ponieważ bez takich postanowień niewątpliwie nie można wykonać umowy, skoro przestają wiązać strony właśnie te postanowienia, które określają, jakie mają być ich główne świadczenia. Podkreślić przy tym trzeba, że zobowiązanie wymaga określenia świadczenia, więc bez możliwości jego ustalenia nie można mówić o istnieniu ważnego zobowiązania.

W tym kontekście wskazać należy, że zawarte w przedmiotowej umowie kredytu postanowienia o denominacji określały główne świadczenia stron, ponieważ decydowały o ustaleniu ich wysokości (zarówno świadczenia banku, jak i świadczeń kredytobiorcy). Pozwany niezasadnie próbuje bowiem ograniczyć ocenę tych postanowień jedynie do zagadnień, związanych z tabelą kursową (tj. sposobem ustalania przez niego kursów CHF, czyli ryzykiem kursowym), pomijając, że denominacja polega przede wszystkim na tym, że świadczenia stron są powiązane z kursem waluty obcej (w tym przypadku – CHF) i właśnie z tym, a nie ze sposobem ustalania kirsów przez bank, wiąże się ryzyko walutowe. W związku z tym kwestia, w jaki sposób jest ustalany kurs tej waluty, ma dalsze (aczkolwiek bardzo ważne) znaczenie, ponieważ w pierwszej kolejności należy ocenić, czy w świetle art. 385 1 k.c. prawidłowo został ukształtowany mechanizm, co do zasady wiążący wartość świadczeń stron z kursem waluty obcej, a dopiero potem można rozważać, czy prawidłowo został określony sposób ustalania tego kursu przez pozwany bank. Niemniej zauważyć trzeba, że obie te kwestie są ze sobą ściśle powiązane, ponieważ podobnie jak nie da się przeprowadzić denominacji bez określenia wysokości kursu waluty obcej, tak samo nie ma sensu regulowanie zasad ustalania tego kursu, jeśli w umowie nie występuje mechanizm denominacji, czyli przeliczania wartości świadczeń stron z PLN na CHF i na odwrót.

W tym miejscu zwrócić trzeba uwagę, że wbrew pozwanemu mechanizm denominacji nie sprowadza się tylko do sposobu wykonania zobowiązania, lecz determinuje bezpośrednio treść umowy, czyli praw i obowiązków stron. Uwzględnić należy, że pozwany niezasadnie i sprzecznie z treścią wniosku kredytowego argumentuje, jakoby powód już od razu w tym wniosku wnosił o udzielenie mu kredytu walutowego. Odnotować wypada, że wprawdzie w niniejszej sprawie pozwany nie przedłożył wniosku kredytowego, ale z doświadczenia zawodowego Sądu Apelacyjnego, pochodzącego z rozpoznawania wielu innych spraw przeciwko temu samemu bankowi, dotyczących umów o kredyt Własny B. hipoteczny, jednoznacznie wynika, że we wnioskach kredytowych, dotyczących zawarcia takich umów, wnioskowana kwota kredytu była zawsze podawana w PLN. Dokonywano jednocześnie wyboru tzw. waluty kredytu, najczęściej w postaci CHF, ale kwota kredytu w ogóle nie była określana we wniosku w CHF, ewentualnie była w niej podawana, ale w części zastrzeżonej do wypełnienia przez oddział banku.

Uznać zatem należy, że w rzeczywistości kredytobiorcy wnioskowali o konkretną kwotę kredytu w PLN, ale zgadzali się („dokonywali wyboru spośród kilku możliwych opcji”) jednocześnie na to, że zostanie ona przeliczona za pomocą wybranej waluty (określanej mylnie i nietrafnie jako „waluta kredytu”). Oznacza to, że konstrukcja takiej umowy od początku opierała się na tym, że zawnioskowana przez kredytobiorcę w PLN kwota kredytu zostanie przeliczona – zgodnie z dokonanym przez niego wyborem tzw. waluty kredytu – na kwotę wyrażoną w tej walucie, która następnie zostanie wskazana w umowie jako kwota kredytu, chociaż nie miała zostać realnie udostępniona kredytobiorcy w walucie obcej, lecz w walucie polskiej w wysokości odpowiadającej generalnie (z możliwymi niewielkimi odchyleniami) kwocie zawnioskowanej w tej walucie we wniosku kredytowym.

W tym ujęciu nie zasługuje na akceptację stanowisko pozwanego, który uważa, że w kredycie denominowanym – inaczej niż w kredycie indeksowanym – waluta obca nie stanowi miernika waloryzacji, lecz wyraża wartość zobowiązania pieniężnego. W gruncie rzeczy w obu przypadkach dochodzi bowiem jedynie do przeliczania wartości kwoty kredytu zawnioskowanej w walucie polskiej oraz co do zasady podlegającej zarówno wypłacie, jak i spłacie w tej walucie, na walutę obcą, natomiast podstawowa różnica między tymi umowami polega na tym, że o ile w umowie kredytu denominowanego do tego przeliczenia dochodzi jeszcze przed zawarciem umowy (wskutek czego wartość kredytu jest tylko wyrażona – co trafnie oddaje sens słowa „denominowana” – w walucie obcej, chociaż wcale nie staje się ona walutą świadczenia), to w kredycie indeksowanym do przeliczenia na walutę obcą dochodzi dopiero po wypłacie kredytu. Niemniej w pozostałym zakresie treść powyższych umów nie różni się od siebie istotnie (w obu przypadkach chodzi o przeliczenie na walutę obcą świadczeń spełnianych przez strony w walucie polskiej, podobnie jest także generalnie uregulowana kwestia, że to bank jednostronnie ustala w swojej tabeli kurs waluty obcej, według której są przeliczane świadczenia stron). W konsekwencji umowa kredytu denominowanego tylko werbalnie ma charakter walutowy, ponieważ niewątpliwie kredytobiorcy nie wnioskują w tym przypadku o udzielenie kredytu w walucie obcej, lecz polskiej, z tym że akceptują, że zostanie ona przeliczona za pomocą waluty obcej (jedynie wyrażona w tej walucie), ale świadczenia i tak będą spełniane w walucie polskiej.

W tej sytuacji można zaakceptować stanowisko Sądu pierwszej instancji, że postanowienia o denominacji są abuzywne w obu aspektach (tak co do ryzyka kursowego, jak i co do ryzyka walutowego), wobec czego podlegają wyeliminowaniu z umowy (jako bezskuteczne wobec powoda i niewiążące go), a w konsekwencji po ich wyeliminowaniu w ogóle niemożliwe jest jej wykonanie, ponieważ bez mechanizmu denominacji (czyli bez zasady przewidującej przeliczanie wartości świadczeń za pomocą waluty obcej), stanowiącego istotę przedmiotowej umowy, nie jest możliwe ustalenie ani wartości świadczenia banku, ani wartości świadczeń powoda.

Oznacza to, że umowa jest nieważna w całości nie bezpośrednio dlatego, że niektóre jej postanowienia mają charakter niedozwolony, ale dlatego, że bez tych po-stanowień jej treść staje się sprzeczna z ustawą, tj. w tym przypadku w szczególności z art. 69 ust. 1 pr. bank., określającym przedmiotowo istotne cechy umowy kredytu. Nieważność umowy ma więc charakter następczy w stosunku do stwierdzenia abuzywności jej postanowień, ponieważ jest konsekwencją wyeliminowania z niej niedozwolonych postanowień umownych, nie wynika natomiast wprost i bezpośrednio z ich abuzywności, która co do zasady skutkuje jedynie niezwiązaniem stron (w pierwszej kolejności konsumenta) tymi postanowieniami. Najpierw następuje zatem stwierdzenie ich abuzywności, a dopiero następnie – w zależności od oceny ich wpływu na możliwość wykonania umowy – może dojść do jej nieważności w całości.

W ślad za tym chybiony był zarzut naruszenia art. 233 § 1 k.p.c. także w zakresie, w jakim pozwany starał się – powołując się na wybrane dowody, zwłaszcza treść cytowanych przez niego fragmentów umowy i innych dokumentów – przekonać, że w świetle zebranego materiału dowodowego należało uznać, że przedmiotowa umowa powinna zostać uznana za rodzaj kredytu walutowego (ewentualnie w wersji kredytu denominowanego). Argumentacja pozwanego opiera się na wybiórczej i tendencyjnej analizie dokumentów, całkowicie pomijając okoliczność, że niewątpliwie to on był ich autorem, począwszy od wniosku kredytowego przez tekst umowy i pozostałych dokumentów, wpływających na treść stosunku prawnego między stronami, w tym informacji dla kredytobiorców, dyspozycji wypłaty itd.

W związku z tym przy analizie jego twierdzeń i zarzutów decydujące znaczenie nadawać należy temu, że był on stroną, która zredagowała znajdujące się w spornej umowie postanowienia umowne, w szczególności dotyczące mechanizmu denominacji (tak w zakresie klauzuli walutowej, jak i kursowej). W konsekwencji zgodnie z zasadą in dubio contra proferentem przy wykładni postanowień tej umowy kierować się trzeba przede wszystkim tym, w jaki sposób obiektywnie mógł je zrozumieć odbiorca oświadczenia woli (tutaj kredytobiorcy), a nie jak pozwany je rozumiał lub jak obecnie chciałby je on interpretować. Kierować się więc należy obiektywnym kontekstem logiczno – językowym mowy, a nie subiektywnymi celami lub intencjami pozwanego, prezentowanymi zwłaszcza na użytek niniejszego procesu.

Dodatkowo wziąć trzeba pod uwagę, że – jak wynika z doświadczenia życiowego i zawodowego Sądu Apelacyjnego, nabytego w szczególności w związku z rozpoznawaniem licznych spraw dotyczących tzw. kredytów frankowych – różne banki nierzadko w stosunkowo odmienny sposób formułowały w swoich wzorcach (formularzach) umownych, stosowanych do masowego zawierania umów ze swoimi klientami, będącymi konsumentami, treść postanowień wprowadzających do umów kredytu mechanizm denominacji lub indeksacji. Niekiedy wręcz myliły indeksację z de-nominacją lub traktowały je jako pojęcia zamienne względnie tożsame. Wobec tego, mimo nadania decydującego znaczenia obiektywnej metodzie wykładni treści takich umów, nie można ulegać presji banków, które aktualnie starają się tendencyjnie interpretować na swoją korzyść wybrane sformułowania, którymi posłużyły się w swoich wzorcach umownych, na podstawie których dochodziło do zawarcia umów kredytu indeksowanego lub denominowanego w CHF.

Uwaga ta ma bardzo istotne znaczenie w niniejszej sprawie, ponieważ po-zwany powoływał się na to, że już z treści umowy, w szczególności jej nazwy (k. 22), wynika, że udzielił powodowi kredytu w walucie wymienialnej, co oznacza, że nie można utożsamiać lub porównywać go z kredytem jedynie denominowanym w walucie obcej (chociaż w odpowiedzi na pozew posługuje się argumentacją dotyczącą właśnie takiego kredytu), a tym bardziej uznawać go za kredyt udzielony w walucie polskiej (tzw. kredyt złotowy). Takie stanowisko pozwanego abstrahuje od pozostałych postanowień umownych, które interpretowane obiektywnie i kompleksowo, a nie wybiórczo, nie pozwalają na przyjęcie, że na podstawie przedmiotowej umowy pozwany rzeczywiście udzielił powodowi (tj. udostępnił mu, jak jest mowa w art. 69 ust. 1 pr. bank.) kredyt w walucie obcej (czyli w CHF), a nie w walucie polskiej.

W związku z tym na pierwszy plan wysuwa się kwestia, czy istotnie można uznać, że umowa kredytu denominowanego w walucie obcej (np. CHF) rzeczywiście jest umową, w której przedmiotem świadczenia stron jest waluta obca, a zatem czy ma ona charakter kredytu walutowego (w znaczeniu udzielonego, tj. udostępnionego, kredytobiorcy w innej walucie niż polska).

W nawiązaniu do wcześniejszy uwag dodać należy, że kredyt denominowany (podobnie jak indeksowany) niewątpliwie różni się zarówno od „typowego” kredytu walutowego, który jest udostępniony kredytobiorcy i spłacany przez niego w walucie obcej, jak i od „typowego” kredytu złotowego, który jest udostępniony kredytobiorcy i spłacany przez niego w walucie polskiej. Kredyt denominowany nie może więc być bezkrytycznie utożsamiany z kredytem walutowym. Jego istotną cechą jest bowiem umieszczenie w nim mechanizmu denominacji (wybranego na etapie składania wniosku kredytowego), który z jednej strony wiąże wartość świadczeń stron z wartością wybranej waluty obcej, a z drugiej strony umożliwia zastosowanie do takiej umowy oprocentowania powiązanego ze stawką referencyjną właściwą dla tej waluty obcej. Posłużenie się tym mechanizmem nie przesądza jednak samo przez się o walutowym charakterze kredytu, gdyż w dalszym ciągu aktualna pozostaje konieczność oceny, jaka jest jego waluta.

W celu wyjaśnienia takiej kwestii przydatne może być rozróżnienie pojęć: przedmiot zobowiązania i przedmiot świadczenia. Przez przedmiot zobowiązania powszechnie rozumie się świadczenie, czyli zachowanie jego stron odpowiadające treści zobowiązania. W tym ujęciu przedmiotem zobowiązania w umowie kredytu nie jest określona w niej suma pieniężna (niezależnie od tego, w jakiej jest wyrażona walucie), lecz zachowanie stron, polegające ze strony banku na obowiązku udostępnienia kredytobiorcy umówionej kwoty kredytu na oznaczony okres i na oznaczony cel, a ze strony kredytobiorcy na obowiązku zwrotu wykorzystanej kwoty kredytu i zapłacie umówionych odsetek lub także prowizji i innych opłat, jeśli wynika to z umowy.

Od tak rozumianego przedmiotu zobowiązania (czyli świadczenia lub świadczeń stron) odróżnić należy przedmiot świadczenia, czyli rzeczy lub inne obiekty, do których odnosi się zachowanie stron, stanowiące świadczenie, tj. przedmiot zobowiązania. W tym ujęciu przedmiotem świadczenia w umowie kredytu są środki pieniężne, które są udostępniane kredytobiorcy lub zwracane bankowi w ramach spełniania umówionych świadczeń.

Nie negując co do zasady, że – zwłaszcza z uwagi na dość powszechną obecnie wymienialność walut – nie jest wykluczone spełnienie świadczenia pieniężnego w innej walucie niż waluta umówiona w treści zobowiązania, nie można jednak bezkrytycznie przyjmować, że posłużenie się w umowie kredytu mechanizmem denominacji (lub indeksacji) niewątpliwie i kategorycznie powoduje, że waluta obca staje walutą zobowiązania (czyli walutą, do której odnosi zachowanie stron, jako przedmiot zobowiązania), a waluta polska jest walutą, w której świadczenia stron są jedynie wykonywane. Nie można bowiem pomijać, że właśnie do waluty polskiej odnoszą się zachowania obu stron, ponieważ bezpośrednio do tej waluty odnosi się wniosek kredytobiorcy, a następnie w tej walucie jest zarówno udostępniona mu suma pieniężna przez bank, jak i w niej są następnie zwracane przez niego raty kapitałowo – odsetkowe. Niezasadne jest zatem sprowadzanie niewątpliwego faktu spełniania świadczeń w walucie polskiej jedynie do nieistotnego sposobu wykonania zobowiązania, którego przedmiotem rzekomo jest waluta obca. Próba takiego rozumienia kredytu denominowanego (lub indeksowanego) zmierza w istocie do utożsamienia go z kredytem walutowym sensu stricto z pominięciem lub zbagatelizowaniem zawartego w nim mechanizmu denominacji (indeksacji).

W związku z tym nie zasługuje na akceptację argumentacja pozwanego, w której próbuje przeciwstawić sobie pojęcia: waluta zobowiązania i waluta świadczenia (zob. zwłaszcza pkt 15 odpowiedzi na pozew k. 62v). Świadczenie jest bowiem istotą (elementem) zobowiązania, skoro zobowiązanie polega z jednej strony na uprawnieniu do żądania spełnienia świadczenia, a z drugiej strony – na obowiązku jego spełnienia. Nie można więc uważać, że istnieje coś takiego jak waluta zobowiązania w oderwaniu od waluty świadczenia. W rzeczywistości jest tylko jedna waluta, którą można zamiennie określać jako waluta zobowiązania lub waluta świadczenia. Dotyczy to oczywiście treści praw i obowiązków stron zobowiązania. Nie wyklucza to natomiast możliwości wykonania zobowiązania w innej walucie niż waluta świadczenia/zobowiązania, chyba że sprzeciwia się temu ustawa, orzeczenie sądowe lub czynność prawna (por. art. 358 § 1 k.c.). Nie można zatem przez pryzmat rzeczywistego sposobu wykonania zobowiązania przyjmować, że waluta, w której jest lub ma być ono wykonane, może być przeciwstawiona walucie, w jakiej świadczenie/zobowiązanie zostało ustalone w treści obligacyjnego stosunku prawnego.

W konsekwencji uznać należy, że denominacja (indeksacja) nie sprowadza się tylko do umożliwienia wykonywania umowy (czyli spełniania świadczeń) w walucie polskiej zamiast w walucie obcej, będącej rzekomo walutą zobowiązania. Bardziej przekonujący jest pogląd, że ma ona inny charakter, a mianowicie nie dotyczy sposobu wykonania zobowiązania, ale polega na powiązaniu wartości świadczeń stron z wartością wybranej waluty obcej. Inaczej rzecz ujmując, dotyczy ona wprost i bezpośrednio określenia treści zobowiązania, a nie jedynie sposobu jego wykonania.

Taki pogląd pozwala na odróżnienie kredytu denominowanego (indeksowanego) zarówno od „typowego” kredytu walutowego, jak i od „typowego” kredytu złotowego. Wyjaśnia bowiem, dlaczego wartość (i tylko wartość a nie przedmiot) świadczeń stron jest wyrażana w walucie obcej, mimo że przedmiotem świadczenia, czyli zachowania stron, jest udostępnienie środków pieniężnych w walucie polskiej, a następnie zwracanie ich również w tej walucie. Wyjaśnia to również, dlaczego elementem mechanizmu denominacji (indeksacji) jest nie tylko spełnianie świadczeń w walucie polskiej, ale także ustalenie odsetek według stawki referencyjnej LIBOR. Nie ulega zaś wątpliwości, że obowiązek zapłaty odsetek jest elementem treści zobowiązania a nie jego wykonania. Powiązanie przeliczania wartości świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą ze stosowaniem oprocentowania LIBOR potwierdza, że mechanizm denominacji (indeksacji) stanowi jedną całość kształtującą treść stosunku prawnego a nie jedynie sposób jego wykonania.

W takim ujęciu waluta obca nie stanowi przedmiotu świadczenia, ale służy jedynie do ustalenia jego wartości, niemniej spełnianej w dalszym ciągu w walucie polskiej jako walucie zobowiązania. Pozwala to jednocześnie uznać, że nie ma zbyt istotnej różnicy między kredytem denominowanym a kredytem indeksowanym. Wprawdzie w tym pierwszym przypadku kwota kredytu jest formalnie wyrażona bezpośrednio w walucie obcej, ale uwzględniając całość, a nie tylko wybrane fragmenty, postanowień umowy kredytu denominowanego nie ma podstaw do uznania, że właśnie ta waluta – inaczej niż w kredycie indeksowanym – ma stanowić przedmiot świadczenia, czyli że w niej mają zostać spełnione świadczenia stron. Wprost przeciwnie, nie budzi obiektywnych wątpliwości, że także w kredycie denominowanym świadczenia obu stron co do zasady mają zostać spełnione w walucie polskiej.

Wobec tego, zwłaszcza w okresie, zanim doszło do sporów na tle tzw. umów frankowych, które są obecnie przedmiotem licznych postępowań sądowych, dość powszechnie przyjmowano, że w istocie różnica między kredytem denominowanym a indeksowanym polega jedynie na tym, że w pierwszym przypadku kwota kredytu wypłaconego w walucie polskiej jest uzależniona od ustalonej z góry kwoty w walucie obcej, co jednak nie dawało kredytobiorcy pewności, że uzyska dokładnie taką kwotę kredytu, jaka jest mu potrzebna do zrealizowania celu, na który zaciąga kredyt, natomiast w drugim przypadku kwota kredytu od razu była wyznaczona w walucie polskiej, ale z kolei nie było wiadomo, jaka będzie po udostępnieniu kredytu jej równowartość w walucie obcej, od której zależała następnie wysokość spłacanych rat. Niemniej w obu rodzajach umów w zasadzie w bardzo zbliżony sposób uregulowana była kwestia zarówno wypłaty kredytu, jak i jego spłaty, która każdorazowo miała następować w walucie polskiej, ale z zastosowaniem mechanizmu jej przeliczania za pomocą kursów umówionej waluty obcej.

Powodowało to z jednej strony uzależnienie wartości świadczeń stron od wartości waluty obcej (klauzula walutowa, z czym wiązało się ryzyko walutowe), a z drugiej strony narażało kredytobiorcę – z uwagi na powszechnie stosowaną zasadę dokonywania przeliczeń wartości świadczeń stron za pomocą kursów ustalanych jednostronnie przez bank – na ryzyko dowolnego określania wysokości jego zobowiązania przez bank (klauzula kursowa lub inaczej ryzyko kursowe albo spreadowe).

W tym stanie rzeczy uznać można, że także w umowie kredytu denominowanego, w tym o takiej treści, jaka jest przedmiotem niniejszego postępowania, wbrew odmiennym twierdzeniom pozwanego waluta obca nie jest walutą zobowiązania (tak jak ma to miejsce w „typowym” kredycie walutowym), lecz jest jedynie miernikiem wartości świadczeń, które są jednak spełniane wyłącznie w walucie polskiej, czyli służy ona tylko do ustalenia ich wartości a nie do wyrażenia treści obowiązku stron, czyli określenia, że mają one obowiązek spełnienia świadczeń w walucie obcej, a rzekomo tylko wskutek zastosowania mechanizmu denominacji (indeksacji) faktycznie czynią to w walucie polskiej.

Powtórzyć wypada, że nie można aktualnie nadawać decydującego znaczenia konkretnemu sposobowi powiązania wartości świadczeń stron z wartością waluty obcej – przez posłużenie się przez bank w swoim wzorcu umownym konstrukcją denominacji lub indeksacji – ponieważ nie może to powodować, że sytuacja kredytobiorców będzie istotnie różnić się w zależności od konkretnego kształtu (uregulowania) tego sposobu. Pierwszoplanowe jest bowiem samo powiązanie wartości świadczeń stron z wartością waluty obcej, a nie to, czy w danej umowie przybrało to postać denominacji lub indeksacji, gdyż ma to drugorzędne znaczenie w stosunku do samego faktu uzależnienia wartości świadczeń stron umowy kredytu od wartości waluty obcej. Inaczej mówiąc, pozwany nie może obecnie powoływać na swoją korzyść tego, że przy zawieraniu z konsumentami umów tzw. kredytów frankowych zdecydował się na postać kredytu denominowanego a nie kredytu indeksowanego. W szczególności nie ma podstaw do przyjęcia, że akurat w przypadku kredytów denominowanych rzeczywiście dochodziło do umówienia się przez strony, że kwota kredytu zostanie udostępniona kredytobiorcom w walucie obcej, a jedynie faktycznie zostanie im wypłacona w walucie polskiej.

Z tego punktu widzenia zauważyć można, że nawet pozwany dostrzega, że denominacja polega tylko na wyrażeniu kredytu w walucie obcej, a nie na jego udzieleniu i udostępnieniu w tej walucie. Niestety jednocześnie błędnie wywodzi, że waluta obca jest rzekomo walutą długu (zobowiązania), a złoty stanowi jedynie walutę płatności (spełnienia świadczenia lub wykonania zobowiązania), nie biorąc pod uwagę, że nie można odrywać świadczenia, czyli zachowania stron, od rzeczy lub obiektów, których to zachowanie ma dotyczyć zgodnie z treścią zobowiązania. Skoro zatem strony od razu umawiały się na spełnienie swoich świadczeń w walucie polskiej, to nie można uznawać, że jednocześnie odnosiły swoje obowiązki, czyli zachowanie, które było przedmiotem zobowiązania, do innej (obcej) waluty. W związku z tym uznać należy, że argumentacja pozwanego stanowi jedynie próbę uratowania tezy o walutowym charakterze spornego kredytu.

Wziąć trzeba ponadto pod uwagę, że według dominującego obecnie poglądu, który jest podzielany także przez orzekający skład Sądu Apelacyjnego, umowa kredytu denominowanego (indeksowanego) nie stanowi odrębnego rodzaju umowy, lecz jest jedynie szczególnym rodzajem (co określa się też niekiedy mianem wariantu lub podtypu) umowy kredytu jako umowy nazwanej, ale o charakterze pozakodeksowym, ponieważ jest uregulowana w powołanej wyżej ustawie Prawo bankowe, a nie w Kodeksie cywilnym. Oznacza to, że co do zasady musi ona odpowiadać treści umowy kredytu, czyli musi zawierać wszystkie elementy przedmiotowo istotne (essentialia negotii) umowy kredytu, określone w art. 69 pr. bank. W związku z tym jej ewentualne modyfikacje nie mogą naruszać takich elementów, które decydują o istocie umowy kredytu. W szczególności nie mogą zmieniać świadczeń typowych dla umowy kredytu w takim stopniu, aby nie można już było przyjąć, że nadal odpowiadają one elementom essentialia negotii umowy kredytu.

Prowadzi to do wniosku, że nieuprawnione jest twierdzenie – z powołaniem się na zasadę swobody umów, wyrażoną w art. 353 1 k.c. – że umowa kredytu denominowanego (a także indeksowanego) ma na tyle odmienny i wręcz szczególny charakter, że może istotnie modyfikować postanowienia decydujące o zachowaniu przez nią cech typowych dla umowy kredytu. Inaczej rzecz ujmując, gdyby nawet nie wykluczyć ex definitione możliwości dokonania w granicach swobody umów z art. 353 1 k.c. dalej idącej modyfikacji treści stosunku prawnego między stronami, to nie można byłoby już wówczas mówić o umowie kredytu, lecz co najwyżej o jakiejś odmiennej od niej umowie nienazwanej. Jednak niewątpliwie strony, w tym również pozwany, zgodnie uważają, że zawarta przez nie umowa mieściła się w ogólnej konstrukcji umowy kredytu, wobec czego jej oceny należy dokonywać z uwzględnieniem regulacji dotyczących tej umowy.

W związku z tym zauważyć trzeba, że jednym z kryteriów zasady swobody umów, wymienionych w art. 353 1 k.c., jest właściwość (natura) stosunku prawnego. Kryterium to może być rozumiane dwojako: szeroko jako ogólna zgodność z właściwością (naturą) stosunku prawnego, zwłaszcza o charakterze obligacyjnym lub wąsko jako zgodność z właściwością (naturą) konkretnego stosunku prawnego, czyli w analizowanym obecnie przypadku – umowy kredytu bankowego. Skoro zatem strony są ze sobą zgodne co do tego, że zawarta między nimi umowa kredytu denominowanego powinna mieścić się w ramach ogólnej konstrukcji umowy kredytu, to nawet w świetle art. 353 1 k.c. niewątpliwie nie może ona modyfikować takich elementów, które decydują o tym, że konkretna umowa może jeszcze zostać uznana za umowę kredytu.

W tej sytuacji wziąć trzeba pod uwagę, że z art. 69 ust. 1 pr. bank. wynika, że kredytobiorca powinien zwrócić bankowi z tytułu kapitału taką samą kwotę, którą bank mu udostępnił. W tym zakresie świadczenia stron powinny więc być jednakowe i równe, co odnosi się zwłaszcza do ich nominalnej tożsamości. Inaczej mówiąc, kapitał podlegający zwrotowi przez kredytobiorcę co do zasady nie powinien być ani wyższy, ani niższy od kapitału, który został mu udostępniony przez bank. Jednocześnie zauważyć wypada, że ze względu na powszechnie występujące zjawisko inflacji, powodującej spadek realnej wartości siły nabywczej pieniądza, zwłaszcza przy kredytach długoterminowych udzielanych na kilkanaście lub nawet więcej lat (w tej sprawie do dnia 15 października 2047 r., czyli na 40 lat – § 12 pkt 4 umowy k. 24v), może dojść do spadku realnej wartości kapitału zwracanego – w przeciwieństwie do świadczenia banku udostępnianego kredytobiorcy z reguły jednorazowo lub w transzach od razu po zawarciu umowy lub w niezbyt odległym czasie od jej zawarcia – sukcesywnie (w ratach) przez cały okres kredytowania w wysokości nominalnej (w tym przypadku w transzach – por. § 5 ust. 1 umowy k. 22v).

Generalnie takiemu niekorzystnemu dla kredytodawcy zjawisku zapobiegać powinno ustalenie wysokości oprocentowania kredytów na takim poziomie, aby płacone przez kredytobiorcę odsetki (w ramach raty kapitałowo – odsetkowej) zapewniały bankowi wynagrodzenia gwarantujące osiągnięcie przez niego zysku mimo spadku realnej wartości zwracanego kapitału.

Pełnienie przez odsetki funkcji waloryzacyjnej jest aktualnie powszechnie akceptowane w orzecznictwie i doktrynie, zwłaszcza w odniesieniu do odsetek za opóźnienie. Nie wdając się w teoretyczne rozważania, czy także odsetki kapitałowe (np. z tytułu kredytu) mają charakter waloryzacyjny, nie można ignorować faktu, że zjawiska inflacyjne mogą wpływać na podwyższenie oprocentowania kredytów, ponieważ odsetki bezsprzecznie mają zapewnić bankowi wynagrodzenie za korzystanie z udostępnionego kapitału, uwzględniające także odpowiedni (tj. zakładany w ramach udzielonego kredytu) zysk, który mógłby zostać zagrożony przez spadek realnej wartości kapitału zwracanego przez bardzo długi okres w wartości nominalnej, czyli odpowiadającej wysokości udostępnionej kwoty środków pieniężnych według stanu z chwili zawarcia umowy kredytu.

Wobec tego może pojawić się kwestia, w jaki ewentualny inny sposób zapewnić, aby zwracany bankowi (przez wiele lat związania stron umową kredytu) kapitał zachował realną wartość, jaką miał w chwili zawarcia tej umowy, bez jednoczesnej konieczności ustalania zbyt dużej wysokości oprocentowania kredytu. De lege lata wydaje się, że może to nastąpić w szczególności przez skorzystanie z waloryzacji umownej, przewidzianej w art. 358 1 § 2 k.c., zgodnie z którym strony mogą zastrzec w umowie, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości. Istotne jest przy tym, że aktualnie w doktrynie i orzecznictwie powszechnie przyjmuje się, że miernikiem wartości, według którego zostanie dokonana waloryzacja (tzw. miernikiem lub kryterium waloryzacji), może być także pieniądz (waluta), ale inny niż ten, w której świadczenie jest wyrażone i podlega spełnieniu (bywa to również określane jako klauzula walutowa).

Sąd Apelacyjny w składzie orzekającym w niniejszej sprawie podziela pogląd, że mechanizm denominacji (lub indeksacji) świadczenia w umowie kredytu za pomocą kursu waluty obcej jest w istocie jedynie rodzajem waloryzacji umownej (zob. np. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 1 marca 2017 r., IV CKN 285/16 i z dnia 27 lutego 2019 r., II CSK 19/18).

Dodać wypada, że Sądowi Apelacyjnemu znane są poglądy, że denominacja (indeksacja) w umowach kredytu ma całkowicie odmienny charakter i że w żadnym wypadku nie wolno utożsamiać jej lub, co gorsza, mylić z waloryzacją, o której mowa w art. 358 1 § 2 k.c., ale pogląd ten należy uznać za niezasadny. Zaakceptowanie takiego poglądu oznaczałoby bowiem, że denominacja (indeksacja) nie ma służyć zapewnieniu jedynie realnej wartości świadczenia kredytobiorcy, a tym samym, że nie zmierza wyłącznie do tego, aby zwrócił on bankowi dokładnie taką samą kwotę środków pieniężnych, którą sam od niego uprzednio otrzymał, z tym że w ujęciu realnym (ekonomicznym) a nie jedynie nominalnym, lecz mogłoby powodować, że wartość zwracanego kapitału nie tylko w ujęciu nominalnym, ale i realnym, nie odpowiadałaby wartości udostępnionego mu przez bank kapitału, i to nawet przy uwzględnieniu spadku siły nabywczej pieniądza (tj. waluty polskiej) po zawarciu umowy kredytu.

Konkludując, jeśli do umowy kredytu denominowanego mają mieć zastosowanie przepisy prawa bankowego, w tym art. 69 pr. bank., to nie można uznać, że denominacja może być rozumiana inaczej niż waloryzacja umowna, o której mowa w art. 358 1 § 2 k.c. Zastosowany w przedmiotowej umowie kredytu mechanizm denominacji (podobnie jak w innych umowach kredytu – indeksacji) nie ma więc jakiegoś specyficznego charakteru, lecz jest w istocie sposobem waloryzacji. Denominacja nie służy bowiem do określenia lub inaczej wyrażenia przedmiotu świadczenia w walucie obcej, lecz jedynie do ustalenia (przeliczenia) za pomocą tej waluty jego wartości, ale podlegającej spełnieniu w walucie polskiej, będącej walutą zobowiązania kredytowego.

Zauważyć ponadto należy, że świadczenie pieniężne (nota bene jedynie w odniesieniu do świadczenia pieniężnego można mówić o jego waloryzacji) po waloryzacji nie zmienia swojego charakteru lub przedmiotu, lecz co do zasady w dalszym ciągu jest spełniane w tej samej walucie, w jakiej zobowiązanie zostało zawarte. Jest to szczególnie widoczne w przypadkach, w których miernikiem waloryzacji są inne rzeczy niż waluta obca, np. jakieś towary (produkty) lub złoto lub np. ogólnie wskaźnik inflacji (określany według zmiany określonych cen, usług, rzeczy lub wynagrodzeń). Zastosowanie waloryzacji nie prowadzi zatem do tego, że świadczenie nie będzie już polegać na zapłacie określonej sumy pieniężnej, lecz będzie podlegać spełnieniu bezpośrednio w przedmiotach lub usługach przyjętych za miernik (kryterium) waloryzacji.

Dotyczy to także sytuacji, w której miernikiem wartości (kryterium waloryzacji) jest waluta obca, aczkolwiek taki miernik może niekiedy powodować trudności w odróżnieniu waluty świadczenia od waluty waloryzacji (denominacji lub indeksacji). Niemniej, zważywszy, że celem waloryzacji jest jedynie ustalenie realnej zamiast nominalnej wartości świadczenia za pomocą wybranego miernika, czyli w tym przypadku – konkretnej waluty obcej, nie można przyjmować, że skutkuje to jednocześnie zmianą waluty świadczenia z waluty polskiej na walutę obcą, a nie tylko zmianą kwotowej wysokości tego świadczenia, czyli jej ustaleniem (przeliczeniem) za pomocą kursu wybranej waluty.

Błędne i nieuwzględniające istoty waloryzacji jest więc stanowisko, że za-stosowanie waluty obcej jako miernika waloryzacji (czy to w wersji denominacji, czy to w wersji indeksacji) powoduje, że staje się ona walutą zobowiązania. W rzeczywistości przedmiot zobowiązania, polegający na spełnieniu umówionego świadczenia, nadal jest określony w walucie polskiej, a waluta obca służy wyłącznie do ustalenia wysokości tego świadczenia. Oznacza to, że także w przypadku zastosowania waluty obcej jako miernika waloryzacji nie dochodzi do zmiany waluty zobowiązania, gdyż waluta obca ma na celu jedynie ustalenie zwaloryzowanej wysokości świadczenia, ale spełnianego w dotychczasowej walucie. Można to ująć także w ten sposób, że waluta polska jest przez cały czas walutą zobowiązania, w której spełniane jest świadczenie, a waluta obca jest tylko narzędziem do ustalenia wartości (kwoty) tego świadczenia.

Przeciwko takiemu sposobowi rozumienia mechanizmu denominacji nie prze-mawia argumentacja pozwanego, według którego mechanizm ten polegał na wbudowaniu w umowę kredytu po stronie banku funkcji quasi kantoru, w związku z czym istota denominacji miałaby polegać na odkupywaniu przez bank pożyczonej klientowi waluty obcej (przy wypłacie kredytu), będącej walutą zobowiązania kredytowego oraz na sprzedawaniu mu waluty polskiej (przy jego spłacie).

Nieprzekonujące jest przy tym twierdzenie, że było to działanie rzekomo wyłącznie w interesie i na korzyść konsumentów w celu zaoszczędzenia im niedogodności związanych z koniecznością wymiany udostępnionej w walucie obcej kwoty kapitału na walutę polską oraz z nabywania waluty obcej w celu spłaty rat. Nie znajduje to żadnej podstawy w treści umowy stron, w której w gruncie rzeczy w ogóle nie ma wyjaśnienia, na czym polega mechanizm denominacji, a tym bardziej nie ma w niej mowy o odkupieniu od powodów udostępnionego im w walucie obcej kredytu przed jego faktyczną wypłatą w walucie polskiej. Argumentacja pozwanego stanowi więc jedynie próbę dogodnej dla niego interpretacji umowy, wykorzystującej przy tym niejasność jej postanowień, mimo że – jak wyżej wyjaśniono – należy je interpretować na jego niekorzyść jako autora tekstu umowy. Wziąć zatem trzeba pod uwagę, że w tej umowie w rzeczywistości nie ma mowy o wypłacie lub spłacie kredytu bezpośrednio w walucie obcej, ponieważ świadczenia obu stron niewątpliwie podlegały spełnieniu w walucie polskiej.

Odmiennego poglądu nie może uzasadniać podniesiony przez pozwanego argument, że zgodnie z § 13 wzorca, według którego została zawarta przedmiotowa umowa, powód mógł wybrać sposób spłaty rat, w tym również ich spłaty bezpośrednio w walucie obcej (z rachunku walutowego lub rachunku technicznego), ponieważ sposób wykonania obowiązku spełnienia świadczenia nie może samoistnie przesądzać o walucie zobowiązania. Dodać należy, że w związku z dość powszechną obecnie wymienialnością walut nie można utożsamiać spełnienia świadczenia w innej walucie ze zmianą waluty stanowiącej przedmiot świadczenia. Zapłata w innej walucie, o ile zostanie zaakceptowana przez wierzyciela lub jeśli jest on do tego zobligowany przez obowiązujące przepisy, jest tylko odpowiednikiem spełnienia świadczenia w umówionej walucie. Wobec tego nawet w przypadku wyboru spłaty rat kredytu w walucie obcej, w której kredyt był denominowany, nie można mówić o tym, że w konsekwencji ta waluta stawała się lub wręcz była od początku walutą zobowiązania.

W przeciwnym wypadku konieczne byłoby jednoznaczne wyjaśnienie w umowie, jaki sens ma posługiwanie się w niej jednocześnie dwoma walutami. W przedmiotowej umowie nie ma jednak takiego wyjaśnienia. W szczególności, wbrew aktualnym twierdzeniom pozwanego, nie wynika z niej dostatecznie wyraźnie, że kredyt został udostępniony powodowi w walucie obcej, a jedynie został mu faktycznie wypłacony w walucie polskiej, jak również w odwrotnej konfiguracji – że jest on zaciągnięty w walucie obcej, a jedynie może być (według jego wyboru) – spłacany w walucie polskiej zamiast w walucie obcej. Co prawda, pozwany zmierza do tego, aby przekonać sądy orzekające do takiej interpretacji przedmiotowej umowy, ale jego stanowisko nie jest ani przekonujące, ani jedynie możliwe do przyjęcia w świetle brzmienia tej umowy.

Zgodnie z kombinowaną metodą wykładni, odnoszoną do postanowień umownych o charakterze niejednoznacznym i spornym, można bowiem uznać, że przyjęta w tej umowie konstrukcja denominacji wcale nie polegała – tak jak twierdzi pozwany – na realnym udostępnieniu kredytobiorcom kredytu w walucie obcej, lecz je-dynie na powiązaniu jego wartości z tą walutą. Inaczej rzecz ujmując, w rzeczywistości zarówno przy wypłacie kredytu, jak i przy jego spłacie, w ogóle nie dochodziło do realnego obrotu walutą obcą, a twierdzenia o odkupowaniu waluty obcej od kredytobiorców (przy wypłacie kredytu) lub sprzedawaniu im waluty obcej (przy spłacie kredytu) są bezpodstawne i formułowane tylko na użytek procesu, ponieważ denominacja nie miała na celu obrotu walutą obcą, lecz chodziło w niej jedynie o po-wiązanie wartości świadczenia, spełnianego przez obie strony w walucie polskiej, z walutą obcą, w której kredyt jest denominowany, czyli tylko wyrażony, ale już nie spełniany.

Niezasadne były więc zarzuty pozwanego, że Sąd pierwszej instancji powinien uznać na podstawie zebranego materiału dowodowego (jeśli oceniłby go pra-widłowo, tj. zgodnie ze stanowiskiem skarżącego), że sporna umowa miała charakter kredytu walutowego, w którym świadczenia obu stron zostały wyrażone w walucie obcej (CHF). Podkreślić trzeba, że argumentacja skarżącego opierała się na dowolnej i wybiórczej analizie zebranego materiału dowodowego, który nie dawał podstaw do przyjęcia, że trafna jest wyłącznie taka interpretacja, którą prezentował pozwany. Wbrew niemu, treść przygotowanych przez niego dokumentów wcale nie była tak oczywista i jednoznaczna, jak obecnie próbuje przekonywać, ponieważ de facto zastosowana przez niego konstrukcja denominacji budzi bardzo wiele wątpliwości i może być bardzo rozbieżnie interpretowana.

Kwestia ta ma jednocześnie bardzo istotne znaczenie dla oceny zarzutów apelacyjnych, odnoszących się do prawidłowości lub wadliwości poinformowania powoda przez pozwanego o ryzyku (ryzykach) wiążących się z zawarciem umowy o treści wynikającej z przedstawionego mu wzorca umownego. Wziąć trzeba pod uwagę, że już z samych wątpliwości co do charakteru prawnego umowy i zastosowanego w niej mechanizmu denominacji (czy była to umowa kredytu, a jeśli tak, to czy miała charakter walutowy lub złotowy, a także na czym polega istota denominacji, zwłaszcza czy stanowi ona waloryzację, czy też ma zupełnie inny cel i charakter) wynika, że prawidłowe pouczenie o powyższych ryzykach, umożliwiające kredytobiorcom odpowiednie zrozumienie ich wpływu na ich sytuację prawną i ekonomiczną, wymagałoby przede wszystkim jednoznacznego sformułowania postanowień umownych, kształtujących treść tej umowy. Odnosi się to również do innych dokumentów, które pozwany przygotował na etapie zawierania umowy i jej wykonywania, a które były podpisywane przez kredytobiorcę na formularzach opracowanych przez bank.

Pozostaje ponadto kwestia, jak sam pozwany ówcześnie, a nie obecnie, rozumiał treść przygotowanej przez siebie umowy, w szczególności, czy rzeczywiście uważał, że udziela powodowi kredytu w walucie obcej, czy przyjmował ją tylko jako przelicznik świadczeń obu stron, podlegających zgodnie z treścią umowy spełnieniu w walucie polskiej. Truizmem jest bowiem stwierdzenie, że w celu prawidłowego i rzetelnego wyjaśnienia kredytobiorcy istoty i skutków umowy kredytu denominowanego, konieczne byłoby przede wszystkim to, aby sam pozwany prawidłowo je rozumiał oraz chciał je wyczerpująco i uczciwie mu przedstawić. Tymczasem w ocenie Sądu Apelacyjnego uzasadnione są bardzo daleko idące wątpliwości co do trafności takiego założenia, jeśli chodzi o wiedzę i zachowanie pozwanego w stosunku do powoda.

Jak już wyżej wyjaśniono już na etapie składania wniosku powód – zgodnie z treścią formularza opracowanego przez pozwany bank – wnioskował o konkretną kwotę kredytu w PLN a nie w CHF. Nie można więc kategorycznie stwierdzić, że od razu powinien był zorientować się, że kredyt zostanie mu udzielony (udostępniony) w walucie obcej, a nie w walucie, w której określili wnioskowaną kwotę kredytu. Nie mógł też zrozumieć, na czym polega dodatkowe wskazanie tzw. waluty kredytu, mimo że wnioskował o udzielenie kredytu w kwocie podanej w walucie polskiej. Ponadto z takiego wniosku nie wynikało, że kredyt będzie wyrażony w walucie obcej, a jedynie jego wypłata nastąpi w walucie polskiej. Zresztą w ogóle nie posługiwano się w nim pojęciem kredyt denominowany, a tym bardziej – walutowy. Nie można zatem uznać, że powód rzekomo powinien od razu zdawać sobie sprawę, że faktycznie zaciąga kredyt w walucie obcej lub co najmniej denominowany w tej walucie i co to będzie dla niego praktycznie oznaczać.

Analogicznie przedstawia się kwestia sposobu sformułowania umowy kredytu, która także nie była jednoznaczna i zrozumiała. W szczególności nie wyjaśniała należycie zależności między walutą obcą a walutą polską, o których była w niej mowa tak, aby był w stanie zrozumieć ją przeciętny konsument, i to dysponujący taką wiedzą i doświadczeniem, jakie mógł mieć w chwili zawierania tej umowy, a nie obecnie, kiedy problematyka tzw. kredytów frankowych (denominowanych i indeksowanych) jest już przedmiotem bardzo licznych orzeczeń, publikacji naukowych oraz publicznych wypowiedzi różnych osób i organów.

Argumentacja pozwanego nie koresponduje również z treścią pouczeń i in-formacji przekazanych powodowi przy zawarciu umowy. Przede wszystkim wskazać należy, że z treści umowy kredytu nie wynika, aby pozwany poinformował go, że zadłużenie będzie określone w walucie obcej i że w tej walucie będzie miał obowiązek spełniać swoje świadczenia (spłacać raty kapitałowo – odsetkowe). Jedynie w § 31 ust. 1 umowy jest bardzo ogólnie mowa o tym, że kredytobiorca oświadcza, że został poinformowany, że ponosi ryzyko zmiany kursów waluty, polegające na wzroście zadłużenia z tytułu kredytu (sic!) oraz wysokości rat kredytu wyrażonych w walucie polskiej przy wzroście kursów waluty kredytu (k. 27). Trudno jednak uznać, że było to wystarczające do należytego wyjaśnienia im charakteru umowy kredytu denominowanego i skutków, zwłaszcza niekorzystnych dla nich, jej zawarcia. Podkreślić przy tym trzeba, że skoro sam pozwany wskazywał, że wzrost kursu waluty obcej spowoduje wzrost wysokości zadłużenia z tytułu kredytu, to w ten sposób – odmiennie niż twierdzi obecnie – przyznawał, że dług powoda (czyli zobowiązanie z jego punktu widzenia, będące jednym ze sposobów rozumienia zobowiązania w przeciwieństwie wierzytelności, którą jest zobowiązanie dla wierzyciela) jest w rzeczywistości wyrażony w walucie polskiej, a jego wysokość zależy od kursu CHF.

Biorąc więc pod uwagę, że – jak wcześniej wyjaśniono – w istocie nie ma podstaw do określania takich kredytów mianem walutowych, ponieważ nie były one udzielone w walucie obcej, lecz polskiej, a waluta obca służyła jedynie do ustalenia wartości świadczeń stron, uznać należy, że nie można zgodzić się z pozwanym, że powód mógł i powinien był zdawać sobie sprawę, że wnioskując o udzielenie kredytu w walucie polskiej, w rzeczywistości zaciąga go w walucie obcej i że w tej walucie będzie zobowiązany go zwrócić, a nie, że waluta obca będzie służyć tylko do wyliczenia wysokości rat kapitałowo – odsetkowych, które będą jednak przez niego spłacane w złotych polskich (z jego rachunku bankowego w tej walucie zgodnie z § 13 ust. 1 umowy k. 24v).

Analizując charakter prawny (istotę) umowy kredytu denominowanego (a także indeksowanego), zauważyć ponadto należy, że co raz częściej spotkać się można z tezą, prezentowaną zwłaszcza przez banki, że w tzw. kredytach frankowych chodziło o umożliwienie kredytobiorcom skorzystania z niższego oprocentowania uzależnionego od stawki LIBOR właściwego dla CHF, jako wybranej waluty obcej, ale w zamian za przyjęcie przez nich na siebie ryzyka walutowego związanego z wahaniami kursu tej waluty. Taka teza pozwala wprawdzie poprawniej wyjaśnić, dlaczego takie kredyty nie miały charakteru walutowego (tzn. nie były udzielone w walucie obcej, lecz w walucie polskiej), a waluta obca służyła jedynie do ustalenia wartości świadczeń stron, podlegających jednak przez cały czas spełnianiu w walucie polskiej, ale w dalszym ciągu nie daje podstaw do przyjęcia, że kredytobiorcy rzeczywiście zdawali sobie sprawę z charakteru tych kredytów i znaczenia, jakie miała w nich waluta obca.

Chodzi zwłaszcza o to, że w chwili zawierania umowy nie było im rzetelnie i wyczerpująco wyjaśnione, że w zamian za uzyskanie korzyści z tytułu niższego oprocentowania (które mogą mieć tylko doraźny lub przejściowy charakter) przyjmują na siebie bardzo poważne, a przy tym nieograniczone i obciążające wyłącznie nich, ryzyko nawet bardzo znacznego wzrostu ich zadłużenia w przypadku wzrostu kursu waluty obcej przyjętej za podstawę denominacji (lub indeksacji).

W tym zakresie nieprzekonujące są twierdzenia pozwanego, że on także w porównywalnym stopniu z kredytobiorcami był narażony na ryzyko walutowe, związane z wahaniami kursu CHF. Abstrahując od tego, że to on, jako przedsiębiorca, był autorem konstrukcji kredytu denominowanego w kształcie przyjętym w przedmiotowej umowie, w związku z czym nie może powoływać się na niekorzystne dla niego sformułowanie tej konstrukcji, wziąć trzeba pod uwagę, że jego ryzyko nie może być porównywane z ryzykiem obciążającym kredytobiorców, gdyż nawet w najbardziej niekorzystnej dla niego sytuacji ryzykował co najwyżej utratą wypłaconego kapitału, przy czym z każdą ratą ograniczało się ono do jego niespłaconej części, ale taka sytuacja w świetle wieloletnich tendencji ekonomicznych jest w gruncie rzeczy bardzo teoretyczna, gdyż niedorzeczne byłoby założenie, że wartość CHF może bardzo znacznie zmniejszyć się, a tym bardziej że spadnie praktycznie do zera. Natomiast możliwość wzrostu kursu CHF należało bardzo realnie brać pod uwagę, zwłaszcza w perspektywie wieloletniego związania stron umową (przez czterdzieści lat).

Prowadzi to do wniosku, że przyjęty w umowie mechanizm denominacji był na tyle niejednoznaczny i skomplikowany, że nawet jeśli pozwany udzielił kredytobiorcom jakichś informacji o przyjmowanym na siebie ryzyku walutowym, to niewątpliwie nie były one wystarczające do podjęcia przez nich świadomej i przemyślanej (rozważnej) decyzji o zawarciu umowy kredytu denominowanego w kształcie przygotowanym przez pozwanego. Z przedłożonych im dokumentów w ogóle nie wynikało bowiem, na czym ma polegać zastosowany w umowie mechanizm denominacji i jakie mogą być jego następstwa, zwłaszcza niekorzystne dla nich. Z przekonaniem graniczącym z pewnością można ponadto uznać, że zostało to im faktycznie przedstawione w taki sposób, że ten kredyt jest dla nich znacznie korzystniejszy [od kredytu bez denominacji] z uwagi na zastosowanie do niego stawek LIBOR. Mogła być wprawdzie również mowa o tym, że takie oprocentowanie jest uzależnione od CHF jako wskazanej w umowie waluty obcej, ale nie można już mieć pewności, że powód mógł – w świetle okoliczności, w jakich doszło do zawarcia umowy oraz udzielonych mu przez bank informacji i wyjaśnień – zdawać sobie sprawę, na czym polega zastosowanie waluty obcej w tej umowie (w jakim celu jest w niej stosowana) oraz jakie mogą być tego dla niego konsekwencje (w szczególności negatywne) i ich skala.

W tym kontekście nieprzekonujące jest powoływanie się przez pozwanego na to, że jako osoby dorosłe i doświadczone mogli i powinni byli zdawać sobie sprawę z tego, że kursy walut obcych nie są stałe, lecz ulegają ciągłym zmianom, a tym samym z istnienia ryzyka związanego z zawarciem przedmiotowej umowy. Jak bowiem wynika z dotychczasowych rozważań, opracowana przez pozwanego konstrukcja kredytu denominowanego w CHF nie była prosta i zrozumiała. Ponadto nie chroniła kredytobiorców, będących konsumentami, przed skutkami nieograniczonego wzrostu kursu waluty obcej, będącej jedynie walutą denominacji (czyli przeliczania świadczeń) a nie walutą świadczenia.

Symptomatyczne jest przy tym, że pozwany stara się przekonać, że nie może odpowiadać za skutki wzrostu wartości CHF, ponieważ on również nie brał pod uwa-gę możliwości tak znacznego wzrostu kursu tej waluty i nawet nie był w stanie tego przewidzieć. Nie negując, że taka okoliczność (bardzo znaczny wzrost kursu CHF) rzeczywiście była niezależna od pozwanego i nie była przez niego zawiniona, nie można zaaprobować wyprowadzanego z tego wniosku, że kredytobiorcy – konsumenci rzekomo niezasadnie i sprzecznie z zasadami współżycia społecznego chcą obecnie zwolnić się z konieczności wywiązania się z przyjętego na siebie zobowiązania, mimo potwierdzenia przy zawieraniu umowy kredytu denominowanego, że znają i akceptują ryzyko związane z zawarciem takiej umowy.

Zauważyć należy, że skoro pozwany chce powoływać się na swoją korzyść, że nie był w stanie przewidzieć lub oszacować rozmiarów ryzyka związanego z zawarciem takiej umowy, mimo że jest przecież profesjonalistą w dziedzinie finansów ze szczególnym uwzględnieniem rynku kredytowego, to nie może oczekiwać, aby kredytobiorcy jako konsumenci, czyli nieprofesjonaliści w powyższym zakresie, znacznie lepiej od niego przewidywali lub szacowali to ryzyko. Jeśli zatem pozwany argumentuje, że ryzyko takiej zmiany wartości CHF, do jakiej faktycznie doszło po zawarciu spornej umowy (zwłaszcza w 2008 r. po upadku banku (...) i w 2015 r. po uwolnieniu przez Narodowy Bank Szwajcarii kursów CHF), w ogóle nie było możliwe do przewidzenia przez kogokolwiek, nawet przez banki, to nie może jednocześnie podnosić, że kredytobiorcy powinni jednak byli przewidywać taką możliwość, a zatem, że ich zgoda była świadoma i rozważna, a tym samym w pełni skuteczna także w takiej sytuacji. Takie podejście świadczy w gruncie rzeczy o nielojalnym i nieuczciwym oraz nierównym podejściu przez bank do swoich kontrahentów, będących konsumentami.

Inaczej rzecz ujmując, dostrzec trzeba, że zasadniczym problemem w tej sprawie była przyjęta w spornej umowie kredytu sama konstrukcja denominacji, która nie tylko wiązała wartość świadczeń kredytobiorcy z wartością waluty obcej w postaci CHF, która to wartość nie była adekwatna do ewentualnych wahań wartości waluty polskiej (siły nabywczej tej waluty), ale jednocześnie obciążała ryzykiem wzrostu tej wartości wyłącznie konsumenta, i to bez jakiegokolwiek ograniczenia jego ryzyka. Pozwany nie wprowadził bowiem do umowy żadnych postanowień, które pozwalałyby ewentualnie chronić powoda, będącego konsumentem, a zatem słabszą stroną umowy, przed takimi zmianami wartości waluty obcej, których wprawdzie także on nie przewidywał i które być może uważał nawet za nieprawdopodobne, ale które obiektywnie, jako profesjonalista, powinien był jednak brać pod uwagę, zwłaszcza że bezkrytycznie wymaga tego od drugiej strony. Chodzi mianowicie o to, że będąc profesjonalistą powinien uwzględnić możliwość wystąpienia także takiej sytuacji, którą być może uważał za mało prawdopodobną, ale której nie można było całkowicie wykluczyć, w szczególności w perspektywie wieloletniego związania stron zawieraną umową kredytu.

W tym ujęciu znaczny wzrost wartości CHF, wbrew bankowi, nie stanowi zasadniczej lub wyłącznej przyczyny kwestionowania umowy przez powoda, ponieważ w rzeczywistości niekorzystność tej umowy wynika przede wszystkim z takiego ukształtowania przez pozwanego (jako autora wzorca umownego) treści umowy, która od razu (od chwili zawarcia umowy) narażała kredytobiorców na ryzyko nieograniczonego wzrostu wysokości ich świadczenia, natomiast znaczny wzrost kursu CHF był jedynie okolicznością, która w pełni ujawniła skalę tego ryzyka. Oznacza to, że powód kwestionuje tę umowę nie tyle ze względu na to, że doszło do wzrostu tego kursu, co dlatego, że z uwagi na przyjęty w niej sposób denominacji skutki tego wzrostu godzą bezpośrednio i bez jakiegokolwiek ograniczenia w niego jako słabszą stronę umowy.

Podkreślić trzeba ponadto, że w tej sprawie wcale nie chodzi o zakwestionowanie samej dopuszczalności posłużenia się w umowie kredytu mechanizmem denominacji. Czym innym jest bowiem to, że zarówno przed wejściem w życie ustawy antyspreadowej, jak i potem, zawarcie umowy kredytu denominowanego nie było sprzeczne z art. 69 pr. bank., art. 353 1 k.c. (zasadą swobody umów), art. 358 k.c. (zasadą walutowości), art. 358 1 k.c. (zasadą nominalizmu) lub innymi przepisami albo zasadami współżycia społecznego, a czym innym to, w jaki konkretny sposób została ukształtowana treść takiej umowy.

Wynika to z opierania się na błędnej tezie, że alternatywą dla tzw. kredytu frankowego oprocentowanego według stawek LIBOR, ukształtowanego w sposób kwestionowany przez powoda, mogła być wyłącznie umowa kredytu złotowego oprocentowanego według stawek WIBOR. Taka teza nie uwzględnia, że niewątpliwie możliwe było ukształtowanie przedmiotowej umowy, jako kredytu indeksowanego, w sposób nieabuzywny, ale wymagałoby to, po pierwsze, zrezygnowania z dokonywania przeliczenia wartości świadczenia banku według innego, a przy tym korzystniejszego dla niego, rodzaju kursu waluty obcej niż w przypadku świadczenia kredytobiorcy, po drugie, wprowadzenia jasnych i obiektywnych zasad ustalania kursu waluty obcej i po trzecie, zabezpieczenia interesów kredytobiorców przed skutkami ta-kiego wzrostu kursu waluty obcej, który powodowałby, że wartość zwracanego przez nich na rzecz banku świadczenia byłaby nadmiernie oderwana od wartości świadczenia, które od niego otrzymali. Niezasadna jest zatem próba przeciwstawiania takiej umowy jako kredytu [rzekomo] walutowego umowom określanym jako kredyty złotowe.

Odpowiadałoby to jednocześnie eksponowanemu przez pozwanego argumentowi, że zawarcie umowy kredytu denominowanego było dopuszczalne, czyli inaczej mówiąc, zgodne z prawem. Zasadnicze znaczenie ma bowiem to, że jej treść po-winna zostać tak ukształtowana, aby nie naruszała praw konsumenta w zakresie pod-legającym ochronie na podstawie art. 385 1 k.c. oraz Dyrektywy 93/13. Jednak z takiego punktu widzenia ocena postanowień spornej umowy jest niekorzystna dla pozwanego.

Jeśli jeszcze chodzi o okoliczności faktyczne, to nie ma również podstaw do zaakceptowania stanowiska pozwanego, że wbrew Sądowi pierwszej instancji po-stanowienia spornej umowy, dotyczące mechanizmu denominacji i sposobu jego realizacji, zostały przez niego indywidualnie uzgodnione z powodem. O indywidualnym uzgodnieniu tych postanowień nie może świadczyć ani podjęcie przez kredytobiorcę decyzji, że spośród wielu ofert różnych banków dostępnych wówczas na rynku zawrze umowę kredytu właśnie z pozwanym, ani wybranie spośród jego umów takiej umowy, która przewidywała denominację świadczeń za pomocą kursu CHF. Wreszcie, nie ma znaczenia, że we wniosku kredytowym, nota bene złożonym na formularzu opracowanym przez pozwanego, wypełnił niektóre niezbędne dane (nie tylko osobowe, ale dotyczące także kwoty kredytu, celu kredytu, sposobu jego wypłaty, terminów spłacania rat, sposobu ich spłaty przez potrącanie z ich rachunku prowadzonego w walucie polskiej itp.), a także zgodnie z treścią wniosku zaznaczył, że wybierają CHF jako walutę kredytu (jak wyżej wyjaśniono, nie rozumiejąc w istocie, co ten wybór realnie dla niego oznacza nie tylko w chwili składania wniosku, ale i w całym okresie związania stron umową).

Wziąć trzeba pod uwagę, że oczywiste jest, że do zawarcia tej umowy niewątpliwie nie mogło dojść całkowicie bez jakichkolwiek uzgodnień między powodem a pozwanym, ponieważ musiał on co najmniej wyrazić wolę zawarcia umowy kredytu, i to właśnie z tym bankiem oraz wskazać, na jaki cel i w jakiej kwocie, a także na jaki okres chce go uzyskać. Nie jest to jednak równoznaczne z indywidualnym uzgodnieniem wszystkich postanowień umownych, ponieważ w kontekście art. 385 1 i nast. k.c. wymóg ten należy odnosić przede wszystkim do tych postanowień umownych, które są oceniane pod kątem abuzywności, a nie ogólnie do faktu zawarcia całej umowy, do czego nie może przecież dojść także bez zgody i udziału konsumenta.

W związku z tym z faktu, że konsument zaakceptował umowę kredytu przygotowaną wprawdzie zgodnie z jego wnioskiem, ale na podstawie wzorca umownego opracowanego przez bank i stosowanego przez niego do wielu klientów, nie można wyprowadzać wniosku, że w konsekwencji wszystkie postanowienia umowne zostały z nim indywidualnie uzgodnione. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, czy miał on możliwość wpływu na ukształtowanie tych postanowień, które mają charakter abuzywny. W tym zakresie nie jest więc wystarczające jedynie to, że zaakceptował je w takim kształcie, w jakim bank zaproponował je w opracowanym przez siebie wzorcu umownym.

W konsekwencji nieistotne było zarówno kwestionowanie wiarygodności powoda, jak i powoływanie się na dowody, z których bardzo ogólnie miałoby wynikać, jak generalnie przebiegało zawieranie takich umów jak przedmiotowa umowa. Takie zarzuty nie są wystarczające do podważenia poglądu Sądu pierwszej instancji, że umowa ta w odniesieniu do postanowień dotyczących denominacji nie była indywidualnie negocjowana z kredytobiorcami, lecz postanowienia te zostały przyjęte z gotowego wzorca, tak samo jak w przypadku wielu innych klientów banku, a tym samym umowa ta de facto miała charakter adhezyjny, w którym wybór konsumenta sprowadzał się do akceptacji zawarcia umowy przygotowanej przez bank lub zrezygnowania z jej zawarcia.

Wobec bezzasadności zarzutów, kwestionujących prawidłowość dokonanych przez Sąd pierwszej instancji ustaleń faktycznych, nie było również podstaw do zakwestionowania dokonanej przez ten Sąd oceny prawnej przedmiotowej umowy. Także w tym zakresie zarzuty pozwanego sprowadzały się do próby korzystnej dla niego interpretacji ustalonych okoliczności, mimo że nie było do tego uzasadnionych podstaw.

Podkreślić przy tym wyraźnie trzeba, że nie chodzi o nieważność tej umowy samoistnie ze względu już tylko na samo wprowadzenie do niej mechanizmu de-nominacji. W ocenie Sądu Apelacyjnego brak jest podstaw, aby co do zasady taki mechanizm należało z góry uznać za sprzeczny z ustawą, zwłaszcza art. 69 pr. bank. lub za wykraczający poza granice zasady swobody umów, określone w art. 353 1 k.c., czy wreszcie sprzeczny z zasadami współżycia społecznego, co miałoby skutkować bezwzględną nieważnością umowy na podstawie art. 58 § 1 lub 2 k.c. Problem polega bowiem nie na tym, że taki mechanizm został wprowadzony do umowy kredytu, ale na tym, jak został on ukształtowany w konkretnym przypadku, w szczególności, czy nie narusza uprawnień kredytobiorców jako konsumentów. Decydujące znaczenie miała zatem ocena postanowień umownych, dotyczących tego mechanizmu, pod kątem przesłanek ich abuzywności w rozumieniu art. 385 1 i nast. k.c.

Powtórzyć wypada, że przepisy o ochronie konsumenta przed ukształtowaniem przez przedsiębiorcę treści umowy w sposób abuzywny mają charakter szczególny w stosunku do przepisów, które ogólnie regulują zagadnienia związane ze sposobem ukształtowania treści umowy, czyli art. 58 § 1 i 2 k.c. W związku z tym niezasadna jest próba przyjmowania, że naruszenie interesów konsumenta (w szczególności przez naruszenie równowagi kontraktowej lub wykorzystanie przez przedsiębiorcę swojej dominującej pozycji) lub zasad współżycia społecznego może jednocześnie skutkować uznaniem jej postanowień za bezwzględnie nieważne, jak i abuzywne. Mogłoby to zresztą okazać się niekorzystne dla samego konsumenta, ponieważ bezwzględna nieważność umowy w niektórych aspektach mogłaby stawiać go w gorszej sytuacji niż abuzywność. W szczególności mogłoby to wpływać na początek terminu przedawnienia jego roszczenia o zwrot świadczeń spełnionych na podstawie nieważnej umowy, ponieważ nie zależałoby to od tego, kiedy dostrzegł on i powołał się na abuzywność jej postanowień umownych. Tymczasem w przypadku oparcia jego ochrony na przepisach o niedozwolonych postanowieniach umownych, to od niego zależy, czy skorzysta on z takiej ochrony lub zrezygnuje z niej, powodując, że abuzywne postanowienia będą skuteczne i wiążące także wobec niego.

W związku z tym w ocenie orzekającego składu Sądu Apelacyjnego oceny spornych postanowień umownych należało dokonać na podstawie przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych bez uznawania tych samych okoliczności za podstawę jednoczesnego stwierdzenia również bezwzględnej nieważności umowy.

Oceniając w ten sposób przyjętą w przedmiotowej umowie treść postanowień o denominacji, podkreślić należy, że pozwany bezzasadnie eksponował odmienność kredytu denominowanego od kredytu indeksowanego, jak również bezpodstawnie twierdził, że kredyt denominowany jest kredytem walutowym udzielonym bezpośrednio we frankach szwajcarskich. Wobec tego nie ma istotnego znaczenia argumentacja nawiązująca do waluty hipoteki lub możliwości spłaty kredytu bezpośrednio w CHF, ponieważ te okoliczności nie mogą determinować walutowego charakteru kredytu. Podkreślić trzeba, że hipoteka ma charakter akcesoryjny w stosunku do wierzytelności, wobec czego nie może przesądzać o jej charakterze. Co do zasady powinna oczywiście zachodzić zgodność między hipoteką a wierzytelnością, którą zabezpiecza, ale ma ona charakter następczy, czyli to waluta hipoteki powinna być zgodna z walutą wierzytelności a nie odwrotnie. Z faktu wpisania hipoteki w walucie obcej nie można zatem wywodzić, że także wierzytelność musi być określona w tej walucie.

Nota bene, z doświadczenia zawodowego Sądu Apelacyjnego wynika, że w kredytach denominowanych nie zawsze konsekwentnie stosowano określanie sumy hipotecznej w walucie denominacji. Nie można więc wyprowadzać z tego stanowczych wniosków, przesądzających o walucie wierzytelności (ani w jedną, ani w drugą stronę, tzn. nie można twierdzić, że taki czy inny wpis hipoteki świadczy o złotowym lub walutowym charakterze kredytu).

Także możliwość spłaty kredytu denominowanego bezpośrednio w CHF nie świadczy niepodważalnie o walucie kredytu. Wziąć trzeba pod uwagę, że taka możliwość miała na celu przede wszystkim ochronę konsumentów przed koniecznością spłacania kredytu według jednostronnie i dowolnie ustalanych przez bank kursów walut obcych w swojej tabeli (wynika to nawet z argumentacji skarżącego, który eksponuje, że gdyby powód wybrał spłatę kredytu w CHF zamiast w PLN, to w ogóle nie byłby narażony na negatywne skutki, wynikające ewentualnie z jednostronnego ustalania przez niego kursów CHF w swojej tabeli kursowej). Oznacza to bowiem, że nie chodziło wcale o wykonywanie zobowiązania w jego rzekomej walucie, lecz tylko o uniknięcie konieczności stosowania kursów z tabeli ustalanej przez bank.

Zauważyć ponadto trzeba, że argument o możliwości spłaty kredytu bezpośrednio w walucie denominacji w istocie przemawia na niekorzyść banku. Skoro bowiem do powstania takiej możliwości niezbędne było istnienie specjalnej regulacji umownej lub ustawowej (z chwilą wejścia w życie ustawy z dnia 29 lipca 2011 r. o zmianie ustawy Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw – Dz. U. z 2011 r., Nr 165 poz. 984, powoływanej dalej jako „ustawa antyspreadowa”), uznać należy, że waluta obca nie była walutą zobowiązania, gdyż w takim przypadku oczywiste byłoby, że nie tylko może, lecz wręcz powinna być walutą, w której następuje spełnienie świadczenia. Tymczasem niewątpliwie zgodnie z umową świadczenia obu stron miały być spełniane w walucie polskiej. Powtórzyć zatem wypada, że wprowadzenie możliwości spłaty kredytu denominowanego bezpośrednio w walucie obcej nie oz-nacza, że była ona walutą zobowiązania, lecz wiązało się to z dążeniem do uniknięcia negatywnych dla konsumentów skutków, wynikających ze stosowania w mechanizmie denominacji kursów CHF, ustalanych jednostronnie przez bank.

Podobnie argument o możliwości tzw. przewalutowania kredytu nie oznacza, że chodziło o rzeczywistą zmianę waluty kredytu. Przewalutowanie polegało bowiem w gruncie rzeczy na rezygnacji ze znajdującego się w umowie kredytu mechanizmu denominacji, wskutek czego kwota kapitału kredytu, wyrażonego w walucie obcej wskutek zastosowania tego mechanizmu, zostałaby ponownie przeliczona na walutę polską z jednoczesnym zastosowaniem oprocentowania według stawek WIBOR zamiast LIBOR. Zauważyć przy tym trzeba, że taka możliwość wcale nie byłaby tak jednoznacznie korzystna dla powoda, jak próbuje to przedstawiać pozwany. Przy przewalutowaniu nowa wysokość kapitału w PLN nie byłaby bowiem ustalana w odniesieniu do tej kwoty, która faktycznie została kredytobiorcy udostępniona (wypłacona) w chwili zawarcia umowy, lecz do jej równowartości w walucie obcej wynikającej z dokonanego już uprzednio przeliczenia tej kwoty, przy czym następowałoby to według kursu CHF z chwili przewalutowania a nie z chwili wypłaty kredytu. W konsekwencji na ogół byłaby ona znacznie wyższa od faktycznie udostępnionej kwoty kredytu, a dodatkowo na niekorzyść kredytobiorców działałoby jeszcze i to, że od tak podwyższonej kwoty kredytu musieliby od tej pory płacić znacznie wyższe odsetki według stawek WIBOR a nie LIBOR, tak jak dotychczas. Koncepcja tzw. przewalutowania kredytów frankowych również budzi więc daleko idące zastrzeżenia, ponieważ w istocie najczęściej byłaby bardzo niekorzystna dla konsumentów.

W tej sytuacji decydujące znaczenie ma niezasadność zarzutów apelacyjnych, dotyczących naruszenia art. 385 1 k.c. (w licznie i różnorodnie ujętych sformułowaniach), w których pozwany kwestionował możliwość przyjęcia abuzywności postanowień umownych, dotyczących denominacji. Podkreślić przy tym należy, że w ocenie Sądu Apelacyjnego, popartej dotychczasowymi rozważaniami, niedozwolony charakter mają nie tylko postanowienia dotyczące zasad jednostronnego i dowolnego ustalania kursów CHF przez bank (czyli klauzule kursowe), ale także, i to przede wszystkim, postanowienia, które wprowadzają do umowy sam związek między wartością świadczeń stron a walutą obcą (czyli klauzula walutowa).

Jeśli chodzi o materialnoprawne przesłanki oceny tych postanowień, wskazać należy, że w niniejszej sprawie nie jest kwestionowane, że kredytobiorcy zawarli sporną umowę z pozwanym jako konsumenci. Nie budzi także wątpliwości, mimo że było to kwestionowane przez pozwanego, że postanowienia, dotyczące denominacji, nie zostały z nimi indywidualnie uzgodnione, lecz zostały przyjęte z wzorca umownego, który w takiej samej postaci stosował on również wobec swoich innych klientów, będących konsumentami.

Na akceptację zasługuje także stanowisko Sądu pierwszej instancji, że po-stanowienia umowne, dotyczące denominacji, określały główne świadczenia stron. Skoro bowiem świadczeniem jest zachowanie stron zgodne z treścią zobowiązania, to nie może budzić wątpliwości, że już samo powiązanie wartości świadczenia (czyli wysokości kwoty podlegającej spełnieniu w walucie polskiej) z walutą obcą, a nie tylko sposób ustalania kursu tej waluty, wpływało na określenie sposobu zachowania się powoda, tj. tego, jaką kwotę ma on obowiązek zapłacić na rzecz banku.

Jednocześnie, jak wyżej wyjaśniono, nie ma podstaw do uznania, że postanowienia, dotyczące mechanizmu denominacji, zostały sformułowane jednoznacznie, prostym i zrozumiałym dla każdego konsumenta językiem. W rzeczywistości mechanizm ten nie został w jakimkolwiek zakresie wyjaśniony, ponieważ nie można uznać, że wystarczające było wskazanie, że kwota kredytu, o który powód wnioskował w walucie polskiej, a która miała zostać wyrażona w umowie w walucie obcej, zostanie mu wypłacona w walucie polskiej i będzie spłacana przez niego również w tej walucie, ale po każdorazowym przeliczeniu według kursu CHF określanego przez bank. Podkreślić trzeba, że nawet obecnie bardzo sporne i kontrowersyjne w orzecznictwie, doktrynie i dyskusji publicznej jest, na czym w istocie polegała denominacja, jaki był jej charakter i wpływ na umowę kredytu. Trudno więc oczekiwać, aby była ona prawidłowo zrozumiana przez powoda w realiach istniejących w 2007 r., kiedy doszło do zawarcia przedmiotowej umowy. Można zatem ocenić, że nie jest wystarczające powoływanie się przez pozwanego na to, że treść umowy od strony semantycznej lub formalnej została zredagowana prostym i zrozumiałym językiem, ponieważ w tym przypadku chodzi o rzeczywistą możliwość łatwego zrozumienia treści umowy przez konsumenta bez konieczności dokładnej analizy umowy, a tym bardziej bez posiadania specjalistycznej wiedzy, zwłaszcza prawniczej lub ekonomicznej.

W tym stanie rzeczy zasadnicze znaczenie ma kwestia, czy postanowienia umowne, dotyczące całego mechanizmu denominacji, a nie tylko ustalania kursów CHF, kształtowały prawa i obowiązki powoda, jako konsumenta, w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i jednocześnie rażąco naruszały jegteresy. Zauważyć przy tym wypada, że dostrzegł to również skarżący, który w apelacji eksponował, że Sąd pierwszej instancji nie wyjaśnił odrębnie (osobno), w jakich aspektach dopatruje się w odniesieniu do konkretnych postanowień umownych ich nieuczciwości, a z jakich przyczyn stwierdza naruszenie, i to rażące, interesu konsumenta. Co do zasady można zgodzić się z taką krytyką pozwanego, ale nie oznacza to, że jest ona merytorycznie uzasadniona. Wprost przeciwnie, uznać należy, że istnieją podstawy do stwierdzenia w niniejszej sprawie – z osobna – spełnienia obu powyższych przesłanek.

W tym zakresie wziąć trzeba pod uwagę, że przy ich ocenie należy uwzględniać okoliczności zawarcia umowy oraz jej treść, ponieważ dopiero takie całościowe ujęcie pozwala ocenić, czy ukształtowanie praw i obowiązków konsumenta nie nastąpiło w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, skutkując jednocześnie rażącym naruszeniem jego interesów. Odnośnie do pierwszej przesłanki zwraca się uwagę m. in. na zachowanie równowagi informacyjnej między stronami, odnoszonej do znajomości charakteru, treści i skutków postanowień umownych badanych jako niedozwolone. W ramach drugiej przesłanki zazwyczaj wskazuje się na konieczność porównania sytuacji konsumenta, w jakiej znajdowałby się, gdyby sporne postanowienia nie zostały wprowadzone do umowy z sytuacją, w jakiej znajduje się z tymi postanowieniami.

W tym kontekście nawiązać należy do uwag, w których była mowa o niejednoznaczności postanowień, dotyczących denominacji oraz braku ich rzeczowego i zrozumiałego dla konsumenta wyjaśnienia, w szczególności określenia, z czym w istocie wiąże się zastosowanie waluty obcej w zawieranej przez niego umowie kredytu i jakie mogą wynikać z tego dla niego skutki nie tylko w tamtej chwili, ale i w dłuższej perspektywie, obejmującej cały okres obowiązywania umowy.

W tym ujęciu zauważyć można, że w chwili proponowania konsumentom takich umów oraz ich zawierania na pierwszy plan niewątpliwie wysuwała się przede wszystkim kwestia korzyści płynących dla kredytobiorcy ze znacznie niższego oprocentowania kwoty kredytu według stawek LIBOR a nie WIBOR. Jednocześnie pojawiała się wprawdzie również kwestia ryzyka (niekiedy ujmowana wprost w umowie, a niekiedy w odrębnych oświadczeniach przygotowywanych przez bank, które konsument miał obowiązek podpisać, jeśli chciał uzyskać kredyt), związanego z tym, że kwota kapitału zostanie przeliczona według kursu waluty obcej, będącej walutą denominacji. Kwestia istnienia i charakteru tego ryzyka była jednak zasadniczo łagodzona lub wręcz bagatelizowana przez ograniczenie rozważań na temat możliwych wahań kursu CHF do zbyt krótkiego przedziału czasowego (z reguły jedynie do okresu ostatnich dwóch lat) lub do rozważania możliwości wzrostu tego kursu – zresztą zgodnie z obowiązującą wówczas Rekomendacją S – tylko o około 20 %.

Jeśli więc nawet banki (ich pracownicy lub współpracownicy) nie wskazywały wprost, że kurs CHF jest stabilny, ponieważ miała to być podobno jedna z najpewniejszych walut świata oraz wprost i wyraźnie nie zapewniały, że kredyt denominowany w CHF jest bardzo bezpieczny, to niewątpliwie zakres przekazywanych kredytobiorcom informacji o ryzyku walutowym oraz kontekst, w jakim były one przekazywane, co najwyżej tylko formalnie wskazywał na nieograniczony charakter tego ryzyka, ale faktycznie ani kredytobiorcy, ani nawet same banki, w chwili zawarcia umowy nie brali realnie pod uwagę znacznie wyższego wzrostu kursu CHF, mogącego wahać się nawet w granicach 150 – 200 % w stosunku do kursu z chwili zawarcia umowy kredytu. Nie można więc zaakceptować oczekiwania przez pozwanego, że tylko kredytobiorcy powinni ponosić konsekwencje tak znacznego wzrostu kursu CHF, skoro – jak sam przecież podnosił – w gruncie rzeczy nie było ono możliwe do przewidzenia w chwili zawarcia umowy nawet dla niego.

Można więc uznać, że pozwany bardzo istotnie wpłynął na decyzję powoda, proponując mu zawarcie umowy kredytu denominowanego w CHF jako hipotetycznie najkorzystniejszego dla niego z uwagi na znacznie niższe oprocentowanie, ale nie wyjaśnił mu jednocześnie rzetelnie, że taka sytuacja będzie miała miejsce tylko w przypadku utrzymania się lub jedynie nieznacznego wzrostu kursu CHF. Gdyby zatem nawet przyjąć korzystnie dla pozwanego, że on sam także nie zdawał sobie wówczas sprawy z możliwości tak bardzo znacznego wzrostu kursu CHF, to i tak na-leży uznać, że przedstawiona przez niego kredytobiorcy informacja o ryzyku walutowym nie była rzetelna i wyczerpująca, ponieważ faktycznie nie uświadomił mu, że taką możliwość (tj. znacznie większego wzrostu kursu CHF niż tylko o około 20 %) również należy bardzo poważnie i realnie brać pod uwagę. Mówiąc obrazowo, pozwany uśpił ostrożność i czujność powoda, przedstawiając mu ofertę udzielenia kredytu denominowanego w CHF, który miał być dla niego bardzo korzystny, nie zwracając mu jednocześnie uwagi na to, że jest on jednocześnie dla niego bardzo, ale to bardzo ryzykowny.

Taka ocena była już zresztą wyrażana w orzecznictwie (zob. np. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 29 października 2019 r. sygn. akt IV CSK 309/18), w którym wskazano, że gdyby kredytobiorcy – konsumenci zostali należycie pouczeni o spoczywającym na nich ryzyku walutowym, to działając świadomie i rozważnie nie zawarliby umowy kredytu indeksowanego kursem waluty obcej (co może być odniesione także do kredytu denominowanego), a jednocześnie bank, zdając sobie sprawę z możliwości kwestionowania jej treści przez konsumentów w ogóle nie proponowałby im zawarcia takiej umowy.

Chodzi zatem o kwestię, czy można uznać za uczciwe zaproponowanie konsumentowi zawarcia takiej umowy kredytu, która w zamian za korzyści płynące z niższego oprocentowania wystawiała go jednocześnie na ogromne i nieograniczone ryzyko walutowe, które mogło wywoływać dla niego negatywne skutki niweczące lub nawet znacznie przekraczające korzyści, jakie miał uzyskać z tej umowy. Uwzględnić bowiem trzeba, że bank, jako profesjonalista, mógł i powinien był zdawać sobie sprawę, że możliwość wzrostu, i to znacznego, kursu CHF w okresie kilkunastu lub kilkudziesięciu lat trwania umowy, jest całkiem realna, nawet jeśli subiektywnie uważał, że do niej nie dojdzie. Takie działanie pozwanego, eksponującego głównie pozytywne aspekty zawieranej z konsumentem umowy, a jednocześnie pomijającego lub minimalizującego jej negatywne aspekty, z pewnością zasługuje na uznanie za sprzeczne z dobrymi obyczajami.

Jeśli natomiast chodzi o rażące naruszenie interesów powoda, jako konsumenta, wskazać należy, że powinno to odnosić się nie do korzyści (realnych lub rzekomych), które uzyskał on i ewentualnie mógłby jeszcze uzyskać w przyszłości dzięki niższemu oprocentowaniu kredytu, lecz powinno polegać na uwzględnieniu jego obecnej sytuacji, w której de facto nadal ma jeszcze do zwrotu kwotę znacznie wyższą od kwoty, która rzeczywiście została mu wypłacona (udostępniona), i to pomimo kilkunastu lat regularnych spłat kredytu na dotychczasowych zasadach (tj. przy zastosowaniu mechanizmu denominacji). Wobec niezasadności twierdzeń o walutowym charakterze kredytu denominowanego nie ma bowiem podstaw do akceptacji stanowiska pozwanego, że wartość kredytu jest niezmienna i odpowiada kwocie wyrażone w walucie obcej, wynikającej z przeliczenia udostępnionego kredytu (jak wyżej wskazano, w § 31 umowy pozwany sam wyjaśnił, że wzrost kursu CHF powoduje wzrost wysokości zadłużenia z tytuły kredytu). Podkreślić trzeba, że kredyt bezspornie nie został udostępniony i nawet nigdy nie miał zostać udostępniony powodowi w walucie obcej, która miała służyć jedynie do ustalenia jego wartości podlegającej spłacie polskiej, ale z oprocentowaniem adekwatnym dla kredytów walutowych.

Nie jest więc tak oczywiste, jak twierdzi pozwany, że zastosowany w spornej umowie mechanizm denominacji nie naruszył interesów powoda w stopniu rażącym. Nie chodzi bowiem jedynie o to, jakie kursy CHF (ustalane przez bank, czy jakieś inne kursy rynkowe albo kursy średnie Narodowego Banku Polskiego) powinny być zastosowane w mechanizmie denominacji, ale o abuzywność samego mechanizmu denominacji w takim kształcie, który został wprowadzony do tej umowy przez pozwanego, ponieważ skutkowało to znaczącą nierównowagą kontraktową stron przez obciążenie jedynie powoda ryzykiem walutowym, a dodatkowo przyznaniem sobie także uprawnienia do jednostronnego ustalania wysokości jego świadczeń (tj. obciążeniem go również ryzykiem kursowym w znaczeniu przyjętym w niniejszym uzasadnieniu).

Wyeliminowanie z umowy całego mechanizmu denominacji, a nie jedynie postanowień, dotyczących ustalania kursów CHF (klauzul kursowych), powoduje, że bezprzedmiotowe stają się zarzuty i wywody pozwanego, odnoszące się do możliwości częściowego utrzymania umowy w mocy i jej dalszego wykonywania przy zastosowaniu kursów CHF spoza jego tabel. Rozważenie takiej możliwości byłoby celowe jedynie wtedy, gdyby sam mechanizm denominacji, czyli uzależnienie wartości świadczeń powoda od wartości CHF (niezależnie od tego, w jaki sposób byłby ustalany jej kurs), nie budził zastrzeżeń pod względem zgodności z przepisem art. 385 1 k.c. Ponieważ jednak odpowiedź na takie pytanie jest niekorzystna dla skarżącego, uznać należy, że nie było możliwości utrzymania tej umowy w mocy w jakimkolwiek zakresie.

W związku z tym na akceptację zasługuje stanowisko Sądu Okręgowego, że rażące naruszenie równowagi kontraktowej na niekorzyść powoda nie ograniczało się tylko do kwestii stosowania przez bank własnych kursów CHF, ale także (i to przede wszystkim) na obciążeniu go nieograniczonym ryzykiem walutowym. W tej sytuacji, wbrew skarżącemu, samo ewentualne zastąpienie w mechanizmie denominacji ustalanych przez niego jednostronnie kursów CHF kursami średnimi NBP, nie byłoby wystarczające do przywrócenia zachwianej między stronami równowagi, lecz mogłoby ją co najwyżej złagodzić, ponieważ nadal pozostałyby aktualne niekorzystne dla kredytobiorcy skutki, wynikające z obciążenia wyłącznie niego ryzykiem nieograniczonego w jakikolwiek sposób wzrostu kursu waluty denominacji.

Wobec tego odnośnie do samych zarzutów, dotyczących zasad ustalania kursów CHF przez bank, zauważyć należy, że problem ten nie polega na tym, czy stosowane przez pozwanego zasady ustalania tych kursów były obiektywne (rynkowe) i czy mógł je dowolnie ustalać, lecz na tym, że w umowie nie zostały określone zasady, na podstawie których je ustalał. Nie może zaś budzić wątpliwości, że takie zasady istniały, skoro pozwany konsekwentnie odwołuje się do nich w toku procesu, wywodząc, że z uwagi na wiążące go regulacje prawne oraz mechanizmy ekonomiczne nie mógł ich ustalać dowolnie, lecz musiały one mieć charakter rynkowy, który obiektywnie nie godził w interesy kredytobiorców.

Jeśli więc takie zasady istniały, to należało wprowadzić je do treści umowy po to, aby z jednej strony stały się one wiążące dla obu stron (w tym dla banku), a z drugiej strony, aby kredytobiorca (tutaj: powód) mógł je poznać i stosownie do swojej woli dokonać kontroli, czy pozwany stosuje się do nich przy ustalaniu kursów CHF, według których przeliczane są świadczenia stron (przy wypłacie kredytu i przy jego spłatach). Tym samym nie jest istotne to, w jaki sposób bank faktycznie ustalał te kursy, lecz to, że nie określił zasad ich ustalania w treści umowy kredytu, która niewątpliwie została zawarta na podstawie przygotowanego przez niego projektu (wzorca umownego). Inaczej rzecz ujmując, chodzi o to, aby te kwestie zostały objęte treścią stosunku prawnego, a nie pozostawały w sferze jednostronnej decyzji pozwanego, niezależnie od tego, czy wykorzystywałby to na niekorzyść konsumenta, zwłaszcza rażąco.

W konsekwencji chybione są wszystkie zarzuty apelacyjne, w których pozwany podnosi, że w świetle wskazanych przez niego przepisów prawa materialnego nie mógł dowolnie ustalać kursów CHF, w związku z czym nie było – jego zdaniem – podstaw do stwierdzenia abuzywności postanowień umownych, odsyłających do stosowania ustalanych przez niego kursów tej waluty.

Odmiennego poglądu nie może uzasadniać treść art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank., który stanowi normatywną podstawę do publikowania przez banki tabel kursowych, w których ogłaszają stosowane przez siebie kursy sprzedaży i kupna walut obcych. Stanowisko pozwanego nie bierze pod uwagę, że w przypadku denominacji w ogóle nie dochodzi do sprzedaży lub kupna walut obcych, lecz jedynie do rachunkowego przeliczania wartości świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą (przy wypłacie kredytu) i z waluty obcej na walutę polską (przy jego spłacie). Zauważyć ponadto należy, że sytuacja kredytobiorcy jest zasadniczo odmienna od sytuacji innych kontrahentów banku, którzy chcą od niego nabyć lub sprzedać mu walutę obcą. W ich przypadku kurs wymiany znają już bowiem oni przed podjęciem decyzji o dokonaniu transakcji z bankiem, więc mogą ocenić, czy chcą ją zawrzeć po danym kursie, czy z niej rezygnują. Natomiast kredytobiorcy w chwili podejmowania decyzji o zawarciu umowy kredytu denominowanego nie znają jeszcze kursu waluty obcej, po jakim kwota kredytu zostanie przeliczona, a tym bardziej nie wiedzą, po jakim kursie będą przeliczane ich raty w całym wieloletnim okresie spłaty. Właśnie z tej przyczyny zasadnicze znaczenie dla nich ma nie tyle znajomość konkretnej tabeli kursowej z danego dnia, co wiedza o zasadach, według jakich w ich kontrakcie bank będzie ustalał te kursy w przyszłości.

W związku z tym Sąd Okręgowy trafnie uznał, że nie było konieczności ustalania, w szczególności za pomocą opinii biegłego, jak pozwany faktycznie ustalał kursy CHF stosowane przy przeliczaniu wartości świadczeń stron i czy te kursy nie były, zwłaszcza rażąco, niekorzystne dla kredytobiorców. Decydujące jest bowiem to, że treść umowy dawała mu taką możliwość, a nie to, czy z niej skorzystał i ewentualnie w jakim zakresie.

W tym stanie rzeczy stwierdzić trzeba, że wskutek zakwestionowania mechanizmu denominacji usunięciu z umowy podlega przede wszystkim § 2 ust. 1, określający kwotę kredytu w walucie obcej (w miejsce wnioskowanej przez powoda kwoty w walucie polskiej), a jednocześnie nie ma w niej innych postanowień, które pozwalałyby ustalić wysokość kredytu w walucie polskiej, w której była wnioskowania, a następnie została również w niej udostępniona powodowi. Oznacza to, że przedmiotowa umowa utraciła element przedmiotowo istotny obejmujący, określenie wysokości kwoty udostępnionego kredytu.

Taka sytuacja skutkuje zaś jej nieważnością w całości na podstawie art. 58 § 1 k.c. jako sprzecznej z ustawą, a mianowicie niezawierającej wszystkich elementów essentialia negotii umowy kredytu, o których mowa w art. 69 ust. 1 pr. bank. Podkreślić należy, że nieważność umowy na tej podstawie nie ma charakteru samodzielnego, lecz jest następcza w stosunku do stwierdzenia stosownie do art. 385 1 k.c. bezskuteczności wobec powoda postanowień o charakterze niedozwolonym. Wynika to ze znaczenia tych postanowień, powodującego, że umowa traci elementy decydujące o jej ważności. W związku z tym uzasadnione jest uzupełnienie wywodu Sądu pierwszej instancji w ten sposób, że nieważność umowy następuje na podstawie art. 58 § 1 k.c., ale w związku ze stwierdzeniem bezskuteczności jej postanowień na pod-stawie art. 385 1 k.c.

Inaczej rzecz ujmując, wskutek wyeliminowania z umowy kredytu całego mechanizmu denominacji zmienia się ona tak istotnie, że nie posiada już wszystkich elementów przedmiotowo istotnych pozwalających na ustalenie treści praw i obowiązków stron, a tym samym na jej wykonanie zgodnie z właściwością (naturą) i celem zobowiązania mającego wynikać z zawarcia takiej umowy. Uzasadnia to uznanie, że umowa staje się nieważna w całości nie tyle ze względu na stwierdzenie abuzywności niektórych z jej postanowień, ponieważ zgodnie z art. 385 1 § 2 k.c. co do zasady powinna zachować moc wiążącą (a zatem ważność) w pozostałym zakresie, co ze względu na to, że bez tych postanowień traci ona elementy przedmiotowo istotne dla umowy kredytu. Daje to podstawy do uznania, że dopiero w następstwie uznania niedozwolonego charakteru postanowień umownych otwiera się droga do stwierdzenia nieważności całej umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. jako sprzecznej z ustawą oraz na podstawie art. 353 1 k.c. jako sprzecznej z właściwością (naturą) zobowiązania z umowy kredytu.

Oznacza to, że umowa kredytu nie staje się nieważna wprost ze względu na abuzywność jej postanowień, lecz z uwagi na to, że bez tych postanowień jej treść staje się sprzeczna z prawem i nie mieści się w granicach swobody umów. Stwierdzenie abuzywności nie powoduje więc wprost nieważności całej umowy, ale stanowi przesłankę wpływającą na ustalenie jej nieważności. Takie stanowisko pozwala wyjaśnić, dlaczego jako podstawę nieważności umów kredytów frankowych sądy powołują zazwyczaj jednocześnie art. 58 § 1 k.c. i art. 353 1 k.c. w zw. z art. 385 1 k.c., ponieważ dopiero łączne rozważenie abuzywności postanowień o denominacji/indeksacji w kontekście jej wpływu na treść umowy odpowiada na pytanie, dlaczego należy uznać ją za nieważną w całości, a nie tylko w zakresie tych postanowień.

Takie podejście wychodzi jednocześnie naprzeciw argumentacji pozwanego, nawiązującej do rzekomej wewnętrznej sprzeczności w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku, polegającej na przyjęciu bezwzględnej nieważności umowy przy jednoczesnym stwierdzeniu abuzywności jej postanowień. Wziąć trzeba pod uwagę, że postanowienia abuzywne nie mają mocy wiążącej jedynie w stosunku do konsumenta, który może następczo je zaakceptować i potwierdzić ważność umowy mimo abuzywności jej postanowień. Jeśli jednak nie dojdzie do ich potwierdzenia, to skutkiem ich abuzywności może być ich wyeliminowanie z umowy, co w dalszej kolejności – jeśli przemawia za tym ich znaczenie dla wynikającego z niej zobowiązania – może uzasadniać przyjęcie nieważności całej umowy.

Taka sytuacja miała miejsce w niniejszej sprawie, w związku z czym pozwany bezzasadnie wywodził w apelacji, zwłaszcza w zarzutach naruszenia prawa materialnego, że możliwe jest utrzymanie tej umowy w mocy i jej dalsze wykonywanie z zastosowaniem mechanizmu denominacji, ale z pominięciem kursów CHF określanych przez niego w swojej tabeli kursowej.

Dodać jeszcze wypada, że odmiennej oceny żądania powoda w kontekście ważności spornej umowy nie mogą uzasadniać argumenty odwołujące się do skutków wejścia w życie ustawy antyspreadowej. Przede wszystkim nie można przyjąć, że ustawa ta miała na celu potwierdzenie ważności umów kredytu indeksowanego lub denominowanego tak zawartych przed jej wejściem w życie, jak i w późniejszym okresie. Z jej przepisów nie wynika bowiem, aby ustawodawca zajął w tej kwestii jakiekolwiek stanowisko. W gruncie rzeczy przyjął on jedynie zawieranie takich umów za istniejący obiektywnie fakt, w związku z czym ograniczył się tylko do uregulowania niektórych zagadnień, które w tamtym okresie wywoływały kontrowersje prawne i niezadowolenie kredytobiorców. Wziąć zwłaszcza trzeba pod uwagę, że wówczas, mimo światowego kryzysu ekonomiczno – finansowego, który rozpoczął się w 2008 r., nie ujawniły się jeszcze w pełni wszystkie negatywne dla konsumentów konsekwencji sposobu ukształtowania mechanizmu indeksacji (denominacji), czyli w zasadzie waloryzacji, wprowadzonego przez banki do powyższych umów. W szczególności początkowo nie zdawano sobie jeszcze w pełni sprawy nie tylko z wadliwości przyznania bankom uprawnienia do jednostronnego i dowolnego ustalania kursów walut stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron (czyli z obciążenia konsumentów ryzykiem kursowym), lecz także ze skutków obciążenia wyłącznie konsumentów nieograniczonymi następstwami wzrostu kursu waluty indeksacji (denominacji), czyli ryzykiem walutowym.

W tamtej sytuacji mogło więc wydawać, że wystarczające będzie pozbawienie banków jedynie możliwości samodzielnego i jednostronnego ustalania kursów waluty obcej stosowanej do indeksacji (denominacji) kredytów. Podkreślić przy tym należy, że skutek taki nie następował ex lege, ponieważ ustawodawca nie określił w ustawie antyspreadowej zasad ustalania kursów waluty obcej, lecz cel tej ustawy chciał osiągnąć przez nowelizację art. 69 pr. bank., polegającą na wprowadzeniu obowiązku określania w treści umów kredytu indeksowanego (denominowanego) zasad ustalania tych kursów przez banki w oparciu o precyzyjne i obiektywne przesłanki/kryteria. Dotyczyło to umów, które miały być zawarte po wejściu ustawy antyspreadowej w życie, czyli z dniem 26 sierpnia 2011 r. Natomiast w odniesieniu do umów kredytu indeksowanego (denominowanego), zawartych przed tą datą, zgodnie z art. 4 ustawy antyspreadowej nałożono na banki obowiązek bezpłatnej zmiany umów kredytu, ale tylko w części niespłaconej, w celu ich dostosowania do znowelizowanej treści art. 69 ust. 2 pkt 4a i art. 75b pr. bank. Oznacza to, że wymagało to zawarcia aneksu zmieniającego umowę lub co najmniej zmiany regulaminu, jeśli było to wystarczające do dostosowania treści umowy do brzmienia znowelizowanych przepisów Prawa bankowego.

Przepisy ustawy antyspreadowej nie dają więc podstaw do uznania, że ustawodawca automatycznie uznał za zgodne z prawem (jak to niekiedy określa się w sporach frankowych „konwalidował”) zawarte wcześniej umowy kredytu indeksowanego (denominowanego), w szczególności, że wyłączył możliwość badania zgodności ich treści z przepisami o niedozwolonych postanowieniach umownych. Wniosek taki nie wynika z jakiegokolwiek przepisu tej ustawy. Wprost przeciwnie, uznać należy, że właśnie dlatego, że zawieranie takich umów co do zasady jest praw-nie dopuszczalne, a zatem nie są one a limine bezwzględnie nieważne tylko z uwagi na sam fakt wprowadzenia do nich mechanizmu denominacji lub indeksacji, otwiera się możliwość, a poniekąd wręcz konieczność, oceny, czy postanowienia, dotyczące tego mechanizmu, nie zostały ukształtowane przez przedsiębiorcę (bank) w sposób niedozwolony w rozumieniu art. 385 1 k.c. W konsekwencji także po jej wejściu w życie nie jest wyłączone badanie zawartych wcześniej umów kredytu indeksowanego (denominowanego) pod kątem ich zgodności z prawem lub abuzywności.

W tym stanie rzeczy Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że pozwany nie zdołał skutecznie zakwestionować ani uznania przez Sąd pierwszej instancji, że zawarte w spornej umowie postanowienia, regulujące sposób dokonania przeliczania świadczeń stron w ramach mechanizmu ich denominacji przy pomory kursów CHF, miały charakter niedozwolony w rozumieniu art. 385 1 k.c., a z uwagi na ich istotne znaczenie dla tej umowy skutkowały jej nieważnością w całości, a w dalszej kolejności – koniecznością zwrócenia powodowi przez pozwanego otrzymanych od niego kwot, które stanowią świadczenia nienależne.

W świetle przedstawionego w niniejszym uzasadnieniu stanowiska bezpodstawny był także zarzut naruszenia art. 189 k.p.c., ponieważ opierał się on na błędnym założeniu skarżącego, że nie ma podstaw do wyeliminowania z przedmiotowej umowy całego mechanizmu denominacji (nie tylko w zakresie klauzuli kursowej, ale także klauzuli walutowej, która co do zasady wiązała wartość świadczeń stron z kursem CHF, abstrahując od tego, jak miałby on być ustalany). W konsekwencji pozwany niezasadnie uważał, że nie było podstaw do ustalenia umowy w całości stosownie do art. 189 k.p.c.

Niezależnie od tego zauważyć wypada, że powód ma interes prawny w domaganiu się ustalenia jej nieważności mimo jednoczesnego dochodzenia zwrotu nienależnych świadczeń spełnionych na jej podstawie. Uwzględnienie roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia, opartego przesłankowo na stwierdzeniu nieważności umowy kredytu w następstwie wyeliminowania z niej postanowień o charakterze niedozwolonym, nie wywołuje bowiem skutków tożsamych z ustaleniem jej nieważności. Pogląd taki wynika z art. 365 § 1 k.p.c., zgodnie z którym moc wiążącą ma jedynie rozstrzygnięcie sądu zawarte w orzeczeniu (sentencji), a nie w jego uzasadnieniu. W związku z tym – abstrahując od kwestii, że niekiedy uzasadnienie może mieć pewne znaczenie dla ustalenia treści lub zakresu rozstrzygnięcia – nie może być wątpliwości, że ustalenie nieważności umowy kredytu na potrzeby rozstrzygnięcia o roszczeniu o zapłatę stanowi jedynie przesłankę faktyczną tego orzeczenia i nie wywołuje identycznego skutku jak ustalenie jej nieważności w treści wyroku.

Niezasadne były zarzuty odnoszące się bezpośrednio do zasadności żądania, którego przedmiotem był zwrot nienależnego świadczenia.

Odnośnie do zarzutów naruszenia art. 405 k.c. w zw. z art. 410 § 1 i 2 k.c. oraz art. 409 k.c. wziąć trzeba pod uwagę, że przepisy o nienależnym świadczeniu mają charakter szczególny w stosunku do przepisów ogólnych o bezpodstawnym wzbogaceniu. Nienależne świadczenie jest bowiem szczególnym przypadkiem bezpodstawnego wzbogacenia, charakteryzującym się tym, że wynika ze spełnienia świadczenia, które – z różnych przyczyn – okazuje się nie mieć podstawy w ważnym stosunku zobowiązaniowym. Ma to istotne znaczenie przy ocenie przesłanek żądania zwrotu nienależnego świadczenia, do których przepisy ogólne, w tym art. 409 k.c., mogą mieć zastosowanie jedynie w zakresie nieobjętym szczególnym charakterem nienależnego świadczenia.

Ograniczając się do okoliczności niniejszej sprawy, wskazać należy, że skoro chodzi w niej o przypadek zwrotu świadczenia, które zostało spełnione na pod-stawie umowy kredytu, która okazała się nieważna, to po obu stronach, a nie tylko po stronie kredytobiorcy, powstaje roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia. W konsekwencji pozwany nie może powoływać się na to, że powód nie zwrócił mu jeszcze całej kwoty udostępnionego kapitału (czyli domaga się w istocie zastosowania tzw. teorii salda zamiast teorii dwóch kondykcji) oraz że nie jest już wzbogacony z uwagi na to, że zużył świadczenie otrzymane od kredytobiorcy. Jego stanowisko nie uwzględnia tego, że – nie przesądzając o jego zasadności lub wysokości – jemu również przysługuje analogiczne roszczenie kondykcyjne wobec powoda, o którego wartość nadal jest wzbogacony.

Co do zarzutu naruszenia art. 411 pkt 1 k.c. zauważyć trzeba, że nie ma istotnego znaczenia okoliczność, że kredytobiorca świadomie i dobrowolnie dokonywał spłaty rat kapitałowo – odsetkowych, i to bez zastrzeżenia ich zwrotu. Abstrahując od kwestii, że w chwili ich dokonywania ważność umowy nie była jeszcze negowana, w szczególności z powołaniem się na abuzywność postanowień umownych, dotyczących denominacji, wobec czego trudno logicznie oczekiwać od powoda, aby spełniając świadczenia na podstawie umowy, która w przekonaniu obu stron, istniejącym w chwili ich spełniania, była ważna, jednocześnie zastrzegał zwrot płaconych rat (jako świadczenia nienależnego, chociaż wtedy nie było to jeszcze nawet brane pod uwagę), wskazać należy, że z końcowej części art. 411 pkt 1 k.c. wprost wynika, że możliwość wyłączenia zwrotu nienależnego świadczenia nie dotyczy sytuacji, w której zostało ono spełnione w wykonaniu nieważnej czynności prawnej. Oznacza to, że w przypadku stwierdzenia nieważności umowy, choćby nawet po wielu latach od jej zawarcia, ex definitione wyłączone jest kwestionowanie obowiązku zwrotu świadczenia z powołaniem się na to, że spełniający to świadczenie nie był do niego zobowiązany.

Nie można też uznać, że roszczenie powoda o zwrot nienależnego świadczenia jest niezasadne z uwagi na to, że jego spełnienie było zgodne z zasadami współżycia społecznego, o czym mowa w art. 411 pkt 2 k.c. Wziąć trzeba pod uwagę, że do ustalenia nieważności przedmiotowej umowy kredytu doszło z powodu stwierdzenia abuzywności postanowień umowy przewidujących przeliczanie (denominację, będącą w istocie, wbrew pozwanemu, waloryzacją) wartości świadczeń za pomocą waluty obcej, jak i sposobu dokonywania tego przeliczania. Wiązało się to z negatywną oceną zachowania pozwanego jako sprzecznego z dobrymi obyczajami w rozumieniu art. 385 1 k.c. Było to więc w istocie zbieżne z oceną uwzględniającą zasady współżycia społecznego, które podobnie jak dobre obyczaje, mają charakter klauzul generalnych. Wobec tego nie można jednocześnie nagannie oceniać zachowania pozwanego pod kątem dobrych obyczajów oraz nie uznawać jego zachowania za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

Oznacza to, że przeciwko możliwości uznania żądania powoda za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego przemawia zasada tzw. czystych rąk, zgodnie z którą na naruszenie tych zasad nie może powoływać się ten, kto sam je narusza. Pozwany, który zastosował w umowie niedozwolone postanowienia, skutkujące jej nieważnością, a tym samym obowiązkiem zwrotu otrzymanego świadczenia, nie może zatem domagać się zachowania tego świadczenia z powołaniem się na to, że byłoby to zgodne z zasadami współżycia społecznego.

Nietrafny był także zarzut naruszenia art. 411 pkt 4 k.c. Nie można zgodzić się ze skarżącym, że otrzymane przez niego od powoda świadczenia (raty kapitałowo – odsetkowe) miały charakter świadczenia spełnionego przed nadejściem terminu jego wymagalności, ponieważ jego zdaniem można uznać, że spełnił on je na innej podstawie prawnej (z tytułu niewymagalnego jeszcze roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia, a nie tytułem wymagalnych rat kredytu). Stanowisko pozwanego nie bierze pod uwagę, że kredytobiorca, dokonując wpłat na jego rzecz, niewątpliwie nie działał z zamiarem lub świadomością spełnienia świadczenia z tytułu zwrotu na jego rzecz nienależnego świadczenia, które było jeszcze niewymagalne, lecz działał w celu spełnienia świadczenia z tytułu umowy kredytu w przekonaniu, że jest do tego zobowiązany. W tej sytuacji nie można mówić, że dokonywał jednocześnie wpłat w celu zaspokojenia niewymagalnego roszczenia pozwanego o zwrot nienależnego świadczenia, skoro takie roszczenie jeszcze nawet wtedy nie istniało, a kredytobiorca działał w przekonaniu, że spełnia świadczenie, do którego jest zobowiązany na podstawie zawartej między stronami umowy kredytu. Zwrócić trzeba uwagę, że dopiero w wyniku skutecznego powołania się przez nich na abuzywność postanowień umownych, co doprowadziło do ustalenia nieważności umowy w całości, świadczenia te nabrały charakteru nienależnego i powstało po jego stronie roszczenie o ich zwrot, podobnie jak po stronie pozwanego powstało – nie przesądzając obecnie jego zasadności i zakresu – roszczenie o zwrot świadczenia, które on spełnił na rzecz powoda.

Poza tym niezasadny był również zarzut naruszenia art. 455 k.c. w zw. z art. 481 § 1 k.c. przez uwzględnienie roszczenia odsetkowego, mimo że – według skarżącego – roszczenia stron o zwrot nienależnego świadczenia powstają i stają się wymagalne dopiero z momentem uprawomocnienia się wyroku stwierdzającego nieważność umowy kredytu lub od daty podjęcia przez powoda wiążącej decyzji o odmowie zaakceptowania niedozwolonych postanowień, co skutkowało całkowitą nieważnością tej umowy.

Przede wszystkim wskazać należy, że powyższe oświadczenia konsumenta (o odmowie sanowania niedozwolonych postanowień umownych oraz akceptacji orzeczenia o nieważności całej umowy) nie decydują o bezskuteczności niedozwolonych postanowień umownych i wynikającej z tego ewentualnie nieważności całej umowy, gdyż taki skutek następuje z mocy prawa bez konieczności składania przez konsumenta jakichkolwiek oświadczeń lub wniosków w przedmiocie żądania udzielenia mu ochrony prawnej przed tymi postanowieniami. W ślad za tym wydane w niniejszej sprawie orzeczenie w jakimkolwiek zakresie (tak co do ustalenia nieistnienia stosunku prawnego, jak i zwrotu nienależnych świadczeń) nie ma charakteru konstytutywnego, lecz deklaratoryjny. Nie powoduje więc ono ani powstania, ani wymagalności roszczenia kondykcyjnego.

W tym zakresie zauważyć trzeba, że roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia ma charakter bezterminowy w rozumieniu art. 455 k.c., wobec czego jego wymagalność nie zależy od orzeczenia sądu, lecz wyłącznie od wezwania dłużnika przez wierzyciela do jego zapłaty.

Dodać należy, że na jego powstanie i wymagalność nie ma istotnego wpływu kwestia udzielenia konsumentowi przez sąd orzekający pouczeń o ewentualnych negatywnych dla niego skutkach prawnych ustalenia nieważności umowy w całości. Powyższe pouczenie nie determinuje możliwości powołania się przez konsumenta na abuzywność postanowień umownych, wobec czego nie zależy od niego skutek w postaci nieważności umowy i powstania roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia, a w ślad za tym – wymagalności tego roszczenia. W rzeczywistości wiąże się ono z możliwością następczego wyrażenia przez konsumenta zgody na skuteczność niedozwolonych postanowień umownych wobec niego. Właśnie dlatego w świetle orzecznictwa TSUE wymagane jest uprzednie wyjaśnienie konsumentowi znaczenia wyrażenia takiej zgody lub jej braku w kontekście nieważności umowy i skutków jej nieważności dla niego. Pouczenie to oraz oświadczenie konsumenta nie jest jednak wymagane dla wywołania skutku w postaci nieważności umowy, gdyż następuje on automatycznie i od samego początku, jeśli bez niedozwolonych postanowień umownych nie jest możliwe utrzymanie umowy w mocy. Oznacza to, że oświadczenie konsumenta nie jest konieczne do wywołania nieważności umowy zawierającej niedozwolone postanowienia, lecz do ewentualnego spowodowania jej ważności mimo umieszczenia w niej takich postanowień.

Ponadto dostrzec trzeba, że wynikający z orzecznictwa TSUE wymóg udzielania konsumentowi wyjaśnień i pouczeń przez sąd orzekający w istocie ma na celu zwiększenie jego efektywnej ochrony. Kwestia udzielenia/nieudzielenia tego pouczenia lub jego zakresu i treści nie może więc być wykorzystywana przez banki jako argument mający skutkować niezasadnością powództwa w całości lub co najmniej niewymagalnością roszczenia konsumenta przed udzieleniem mu stosownego pouczenia.

Na koniec niezasadny był zarzut naruszenia art. 118 k.c. w zw. z art. 120 k.c., ponieważ wbrew skarżącemu Sąd pierwszej instancji prawidłowo nie uwzględnił zarzutu przedawnienia roszczenia powoda o zapłatę. Przede wszystkim wziąć trzeba pod uwagę, że do jego oceny nie mają zastosowania przepisy regulujące umowę kredytu lub o świadczeniach okresowych (w części odsetkowej spłaconych rat kredytu), ponieważ jego przedmiotem jest zwrot nienależnego świadczenia. W związku z tym nie ma znaczenia to, kiedy kredytobiorcy dokonali spłaty poszczególnych rat, lecz decydujące jest, kiedy powstało po ich stronie roszczenie o ich zwrot na podstawie przepisów o nienależnym świadczeniu. Takie roszczenie ma bowiem charakter odrębny od świadczeń spełnianych przez kredytobiorców na podstawie umowy kredytu, która okazała się nieważna. W związku z tym powstało ono dopiero po definitywnym powołaniu się przez nich na abuzywność postanowień umownych, dotyczących indeksacji. Wprawdzie ustalenie nieważności ma skutek wsteczny od chwili zawarcia umowy, ale jednak na użytek art. 120 § 1 k.c., regulującego początek biegu terminu przedawnienia, uznać należy, że nie mógł on rozpocząć się wcześniej, zanim kredytobiorcy skorzystali z przysługującego mu uprawnienia do zakwestionowania abuzywnych postanowień umownych. W konsekwencji pozwany bezzasadnie domagał się, aby początek biegu przedawnienia liczyć od dnia spełnienia poszczególnych świadczeń i w rezultacie, żeby uznać za przedawnione świadczenia spełnione wcześniej niż dziesięć lat przed wniesieniem pozwu.

Z tych wszystkich względów Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że pozwany niezasadnie kwestionował prawidłowość zaskarżonego wyroku. Niemniej, jak wskazano na wstępie, uwzględnić należy nową okoliczność wynikającą ze złożenia przez powoda oświadczenia z dnia 12 grudnia 2024 r. o potrąceniu wzajemnych wierzytelności stron (k. 341).

Przede wszystkim wziąć trzeba pod uwagę, że to oświadczenie zostało złożone przez powoda, a nie przez pozwanego. W konsekwencji nie mają do niego zastosowania wymogi określone w art. 203 1 k.p.c. Odnoszą się one bowiem jedynie do podniesienia takiego zarzutu przez pozwanego w toku procesu jako środka jego obrony, więc ze swej istoty nie mogą dotyczyć oświadczenia o potrąceniu, które jest składane przez powoda. W związku z tym w/w przepis nie może ograniczać możliwości powołania się przez pozwanego na złożenie takiego oświadczenia przez drugą stronę. W takim przypadku nie chodzi przecież o podniesienie przez niego zarzutu potrącenia (procesowego, a tym bardziej materialnoprawnego), lecz wyłącznie o powołanie się na fakt (zdarzenie prawne), który ma istotne znaczenie dla oceny do-chodzonego roszczenia.

Za takim poglądem przemawia m. in. treść art. 203 1 § 2 k.p.c., z którego wynika, że pozwany może podnieść taki zarzut nie później niż przy wdaniu się w spór co do istoty sprawy albo w terminie dwóch tygodni od dnia, gdy jego wierzytelność stała się wymagalna. Skoro zatem podniesienie zarzutu potrącenia nastąpić m. in. w ter-minie dwóch tygodni od wymagalności jego wierzytelności, oznacza to, że w tym przepisie chodzi o oświadczenie o potrąceniu, które jest składane przez pozwanego. Konkludując, treść art. 203 1 k.p.c. odnosi się do zarzutu potrącenia, podnoszonego przez pozwanego w toku procesu, a nie do oświadczenia o potrąceniu, które składa druga strona (powód).

W konsekwencji na takie oświadczenie pozwany może powoływać się bez żadnych ograniczeń jako na zdarzenie skutkujące wygaśnięciem dochodzonej wierzytelności (jej nieistnieniem), tak jak uczynił pozwany w piśmie procesowym z dnia 31 grudnia 2024 r. (k. 336). Inaczej rzecz ujmując, nie można uznać, że to oświadczenie nie ma istotnego znaczenia w niniejszej sprawie (pominąć go lub traktować jako nieistniejącego), ponieważ uwzględnić należy, że potrącenie, jeśli jest skuteczne, wywołuje skutki takie same jak dokonanie zapłaty (spełnienie świadczenia), a nie budzi przecież wątpliwości, że fakt zapłacenia dochodzonej należności w toku procesu nie może zostać uznany za okoliczność nieistotną dla rozstrzygnięcia.

W tym zakresie wziąć trzeba ponadto, że z uwagi na skuteczne – w świetle oceny dokonanej przez Sąd Apelacyjny – powołanie się przez powoda na abuzywność postanowień umownych, dotyczących zasad denominacji świadczeń stron (tak w zakresie klauzuli walutowej lub inaczej klauzuli ryzyka walutowego, jak i w zakresie klauzuli kursowej, czyli inaczej spreadowej), doszło do nieważności przedmiotowej umowy, a w następstwie – powstania po obu stronach odrębnych roszczeń o zwrot nienależnych świadczeń, spełnionych na jej podstawie (zgodnie z zasadą tzw. dwóch kondykcji). Jeśli chodzi o roszczenie powoda, to jego istnienie i wymagalność zostały stwierdzone już przez Sąd pierwszej instancji. Natomiast co do roszczenia pozwanego, wziąć trzeba pod uwagę, że na podstawie powyższej umowy niewątpliwie spełnił on na rzecz powoda świadczenie z tytułu udostępnienia mu kapitału kredytu. Wysokość tej kwoty została określona przez powoda w powyższym oświadczeniu na 161.210,90 zł, a zatem jest zgodna z kwotą wskazaną przez pozwanego w piśmie procesowym z dnia 6 kwietnia 2023 r., w którym zgłosił on zarzut zatrzymania, więc taką kwotę, jako bezsporną, można przyjąć ją za podstawę dalszych rozważań co do zakresu umorzenia wzajemnych wierzytelności obu stron.

Jednocześnie uwzględnić należy, że retroaktywny skutek oświadczenia o potrąceniu, wynikający z art. 499 zd. 2 k.c., nie prowadzi do tego, że powodowi w ogóle nie przysługują odsetki za opóźnienie od jego wierzytelności. Zważyć trzeba, że retroaktywny skutek odnosi się do chwili, w której stało się możliwe dokonanie potrącenia, oznaczając, że staje się ono skuteczne już z tą chwilą, a nie dopiero z chwilą, w której zostało złożone, ale nie oznacza to, że skutek wsteczny sięga poza chwilę, w której powstał tzw. stan potrącalności, czyli chwilę, w której spełnione zostały przesłanki potrącalności, zwłaszcza wymagalności obu potrącanych wierzytelności. W konsekwencji nie pozbawia to wierzyciela tej wierzytelności, która była wcześniej wymagalna, uprawnienia do żądania odsetek za opóźnienie od dnia jej wymagalności aż do dnia, w którym powstał stan potrącalności. Tym samym powód mógł potrącić swoją wierzytelność z tytułu odsetek za opóźnienie od zasądzonej na jego rzecz kwoty naliczonych aż do dnia, w którym powstał stan potrącalności.

Jeśli chodzi o to, kiedy powstał powyższy stan, wziąć trzeba pod uwagę, że do powstania wymagalności wierzytelności pozwanego konieczne było uprzednie wezwanie powoda do zwrotu kwoty udostępnionego mu kapitału. W związku z tym wziąć trzeba pod uwagę, że na potrzeby zarzutu zatrzymania pozwany w oświadczeniu z dnia 6 marca 2023 r. wskazał, że przysługuje mu względem powoda roszczenie o zwrot kapitału w kwocie 161.210,90 zł (k. 295). Chociaż to oświadczenie nie mogło stanowić skutecznej podstawy zarzutu zatrzymania, nie można pominąć go przy ocenie wymagalności roszczenia pozwanego, ponieważ wynika z niego niewątpliwie, że pozwany dał wówczas wyraz temu, że domaga się od powoda zapłaty powyższej kwoty. Może więc ono zostać uznane za wezwanie do zapłaty w rozumieniu art. 455 k.c. Uwzględniając dodatkowo, że to oświadczenie zostało doręczone powodowi w dniu 10 marca 2023 r. (k. 298), przyjąć można, że wierzytelność pozwanego stała się wymagalna najpóźniej po upływie 14 dni, czyli w dniu 24 marca 2023 r. Powstał zatem w tej dacie wspomniany wcześniej stan potrącalności i na tę datę należy oceniać retroaktywny skutek oświadczenia o potrąceniu, w tym odnośnie do ustalenia wysokości odsetek za opóźnienie, które powód – zgodnie z jego wolą, wiążącą w tym zakresie stosownie do art. 503 k.c. w zw. z art. 451 k.c. – mógł objąć tym oświadczeniem.

W tym ujęciu wziąć trzeba pod uwagę, że powód w pierwszej kolejności chciał potrącić z wierzytelnością pozwanego swoją wierzytelność o zwrot nienależnego świadczenia, które nie było objęte dochodzonym w tej sprawie roszczeniem, w kwocie 24.127,25 zł (za okres wcześniejszy) i w kwocie 39.842,55 zł (za okres późniejszy). Ponieważ nie domagał się jednocześnie uwzględnienia odsetek za opóźnienie od tych kwot, więc chybione są zarzuty pozwanego, że powyższe kwoty nie były jeszcze wymagalne. Tym bardziej niezasadne jest powoływanie się przez niego na rzekomy brak należytego umocowania pełnomocnika powoda, który wystosował do niego wezwanie z dnia 11 października 2024 r. o ich zapłatę, ponieważ w świetle art. 103 k.c. na brak umocowania mógłby powoływać się ewentualnie powód, jako mocodawca reprezentowany przez rzekomego pełnomocnika, natomiast pozwany mógłby co najwyżej wyznaczyć mu odpowiedni termin na potwierdzenie umocowania, ale nie może – z pominięciem takiego wezwania – kwestionować skuteczności czynności podjętej przez pełnomocnika w imieniu powoda.

W tej sytuacji wierzytelność pozwanego uległa umorzeniu najpierw co do kwot 24.127,25 zł i 39.842,55 zł, czyli pozostała mu jeszcze wierzytelność w kwocie 97.241,10 zł. Następnie podlegała ona pomniejszeniu (umorzeniu) o odsetki za opóźnienie od zasądzonej na rzecz powoda w zaskarżonym wyroku kwoty 87.445,38 zł, czyli należności uboczne (zob. art. 451 § 1 zd. 2 k.c.). Z uwagi na datę potrącalności, nadającą oświadczeniu o potrąceniu skutek wsteczny, odsetki te przysługują mu jednak tylko do dnia 24 marca 2023 r., a nie do daty wskazanej w oświadczeniu o potrąceniu, tj. 12 grudnia 2024 r. W konsekwencji Sąd Apelacyjny obliczył kwotę odsetek za opóźnienie od kwoty zasądzonej w zaskarżonym wyroku kwoty 87.445,38 zł za okres od dnia 18 lutego 2021 r. do dnia 24 marca 2023 r. na kwotę 16.682,04 zł. Wobec tego wierzytelność pozwanego uległa dalszemu obniżeniu do kwoty 80.913,13 zł. W ostatniej kolejności uwzględnieniu podlegała zasądzona na rzecz powoda należność główna, wskutek czego – ponieważ była ona wyższa od pozostałej części wierzytelności pozwanego – do zapłaty na rzecz powoda pozostała jedynie kwota 6.532,25 zł (wierzytelność pozwanego uległa zaś ostatecznie umorzeniu w całości). W związku z tym wyrok w części zasądzającej na rzecz powoda zwrot nienależnego świadczenia podlegał zmianie przez obniżenie należnej z tego tytułu należności do w/w kwoty. Ponadto przysługiwały od niej powodowi odsetki za opóźnienie, ale dopiero od dnia 25 marca 2023 r., tj. w zakresie, w jakim nie zostały skutecznie objęte oświadczeniem o potrąceniu.

Mając jednocześnie na uwadze, że wskutek skutecznego potrącenia doszło do zaspokojenia (umorzenia) wierzytelności pozwanego w stosunku do powoda, Sąd Apelacyjny nie uwzględnił podniesionego przez skarżącego zarzutu zatrzymania (niezależnie od innych przesłanek, przemawiających przeciwko zasadności tego zarzutu).

Kierując się powyższymi rozważaniami, Sąd Apelacyjny na mocy art. 386 § 1 k.p.c. częściowo zmienił zaskarżony wyrok jak w punkcie 2. swojego wyroku, zaś dalej idącą apelację oddalił na podstawie art. 385 k.p.c. Orzekając o kosztach postępowania apelacyjnego, Sąd Apelacyjny uznał, że mimo częściowej zmiany zaskarżonego wyroku trzeba traktować powoda jako stronę, która wygrała sprawę w tym postępowaniu w całości, ponieważ dokonanie przez niego potrącenia w toku procesu należy uważać za równoznaczne z zaspokojeniem (zapłatą) dochodzonej wierzytelności przez pozwanego dopiero po wytoczeniu powództwa, a tym samym nie może oznaczać, że pozwany rzeczywiście wygrał sprawę w tym zakresie (zob. też wyrok TSUE z 19 czerwca 2025 r. C-396/24). W konsekwencji na mocy art. 108 § 1 k.p.c. w zw. z art. 109 k.p.c. i art. 98 § 1, 1 1 i 3 k.p.c. oraz art. 99 k.p.c. zasądził na jego rzecz całość kosztów postępowania apelacyjnego odpowiednio do wartości przedmiotu zaskarżenia.

Poza tym na podstawie art. 350 § 1 i 3 k.p.c. Sąd Apelacyjny z urzędu sprostował niedokładność w oznaczeniu przedmiotu sporu w sentencji zaskarżonego wyroku przez dodanie po słowie „zapłatę” słów „ewentualnie o zapłatę”, biorąc pod uwagę, że z tego wyroku nie wynika, że powód zgłosił w niniejszej sprawie także żądanie ewentualne, o którym Sąd ten wprawdzie nie orzekł, niemniej powinien dać wyraz w wyroku, że również ono było objęte przedmiotem postępowania.

Na oryginale właściwy podpis.

Potrzebujesz pomocy prawnej w podobnej sprawie?
Znajomość orzecznictwa to jedno — zastosowanie go w Twojej sprawie to drugie. Znajdź na Prawnet zweryfikowanego prawnika od takich spraw.
Znajdź prawnika

Tekst pochodzi z publicznego rejestru SAOS (saos.org.pl). Prawnet nie jest wydawcą tego orzeczenia. Analiza AI i streszczenie AI są materiałem pomocniczym — zweryfikuj je z treścią orzeczenia przed powołaniem.